Blue Flower

Andrej Urlep ponownie nominował do pierwszej piątki Travisa Trice'a, Łukasza Kolendę, Ivana Ramljaka, Michała Gabińskiego i Cyrila Langevine'a. W meczu z Lokomotiwem do rotacji wrócił już Jakub Karolak, który spotkanie w Warszawie przesiedział na ławce rezerwowych ze względu na kontuzję. W składzie zabrakło natomiast jeszcze najświeższego nabytku WKS-u, Martinsa Meiersa.

Początek meczu pokazał, że Śląsk mimo roli “underdoga” nie zamierza odpuścić swoim rywalom choćby na sekundę. Jednak trzeba zaznaczyć, jak ogromną różnicę już od pierwszych minut na parkiecie robił Errick McCollum. 33-letni rzucający Lokomotiwu w pierwszych minutach zdobył aż siedem punktów i swoją jakością imponował nawet najbardziej zatwardziałym sympatykom Śląska. Całe szczęście jego krótkie show nie speszyło wrocławian, którzy nie pozwolili rywalom z Rosji na zbudowanie wysokiej przewagi. Wszystko dzięki dobrej organizacji gry ofensywnej, za którą stał między innymi Travis Trice.

Niestety, ale wiele do życzenia pozostawiała obrona, gdyż jej największy as, czyli Ivan Ramljak, w krótkim czasie uzbierał aż dwa faule. Przez niefrasobliwość całej drużyny pod własnym koszem na cztery minuty przed końcem Lokomotiw prowadził już dziesięcioma punktami i każdy faul Śląska skutkował rzutami wolnymi. Bardzo trudny moment gospodarzy przełamał Jakub Karolak, który w niezwykle ważnym momencie skutecznie rzucił “zza łuku”. To wszystko w ostatecznym rozrachunku jednak zdało się na nic i wrocławianie pierwszą kwartę zakończyli, przegrywając 17:27.

Pierwsze minuty Śląska w drugiej kwarcie były bardzo trudne. Widowiskowa akcja zwieńczona rzutem Dziewy zapowiadała niezły okres gry wrocławian, lecz klasa rywali dała o sobie znać. Wcześniej wspomniany Olek nie radził sobie pod koszem ze znakomitym Johnathanem Motley'em i - co gorsza - wróciły demony z poprzednich spotkań, czyli duża ilość głupich strat. Błędy zaczął popełniać między innymi Łukasz Kolenda, który w ostatnim czasie miewa spore problemy z piłką u ręki. Wejście Trice’a na parkiet również nie odmieniło losów spotkania.

Lokomotiw sunął niczym rozpędzony pociąg i z 27:17 nagle zrobiło się 41:19. Rosyjski zespół był bezlitosny i karał Śląska za każdy, choćby najmniejszy błąd. Trzeba jednak oddać naszym koszykarzom, że nawet w tak beznadziejnym momencie nie składali broni. Bardzo starał się Travis Trice, który w przeciągu dwóch szybkich akcji zdobył pięć punktów. Amerykanin był tego dnia motorem napędowym trzeciej siły w Polsce i robił wszystko, by jego drużyna wróciła do gry. I rzeczywiście wyglądało to nieco lepiej, ale niestety nie na tablicy wyników. Goście z Krasnodaru do przerwy prowadzili aż 49:32.

Śląsk w drugą połowę wszedł wielce zmotywowany przez Andreja Urlepa i na efekty nie trzeba było długo czekać. W niecałą minutę koszykarze z Wrocławia zdobyli cztery punkty, przez co przewaga Lokomotiwu nieco stopniała. Po wspaniałym przechwycie i skutecznym szybkim ataku Ivana Ramljaka hala Orbita eksplodowała. Śląsk przegrywał dwunastoma punktami i trener Jewgienij Paszutin poprosił o czas.

Wrocławianie w trzeciej kwarcie grali naprawdę dobrze, ale brakowało skuteczności. Wspominaliśmy wcześniej, że klub z Krasnodaru nie odpuszczał choćby najmniejszego błędu i tak było też tym razem. Defensywa Śląska nie potrafiła znaleźć sposobu na Erricka McColluma, który w 24 minuty rzucił aż 22 punkty. Brat obrońcy Portland Trail Blazers był tego wieczoru niesamowity.

Trzeba pochwalić również Łukasza Kolendę, gdyż na pozycji rzucającego ten zawodnik gra naprawdę imponująco. Po wejściu na parkiet prezentował się co najmniej przyzwoicie i był niezwykle skuteczny. To niestety okazało się zbyt mało na świetnie dysponowanych koszykarzy Lokomotiwu. Po zakończeniu trzeciej kwarty McCollum i spółka prowadzili 71:51.

Pierwsze akcje czwartej kwarty to koncert umiejętności rzutów za trzy w wykonaniu Lokomotiwu. Dzięki świetnej skuteczności podopieczni trenera Paszutina uzyskali sporą przewagę, której już nie mogli zaprzepaścić. W pewnym momencie na parkiecie pojawił się Ivan Paunić, który w barwach Serbii świętował zdobycie brązowego medalu Eurobasketu właśnie w Polsce.

Wrocławianom do samego końca nie można było odmówić zaangażowania. Efektowną akcją popisał się Langevine, a chwilę później świetnie za trzy rzucił Kodi Justice. Mecz już i tak nie był do odratowania, więc Andrej Urlep postanowił dać szansę największej nadziei Śląska - Kacprowi Gordonowi. Młody rozgrywający miał pewne problemy w obronie, ale za to dobrze koordynował grę ofensywną, a nawet skutecznie rzucił zza łuku.

Do Gordona w ostatnich minutach dołączyli Jan Wójcik oraz Szymon Tomczak. Młode zestawienie Śląska grało bardzo ambitnie, ale ich postawa defensywna pozostawiała sporo do życzenia. Ostatecznie Śląsk przegrał z Lokomotiwem Kubań Krasnodar 68:98 i na pierwsze zwycięstwo w Europie wciąż musi poczekać.

Klasa gości z Rosji jest widoczna również w pomeczowych statystykach. Zawodnicy trenera Paszutina wygrali zbiórkę (44-39), trafili 42% rzutów zza łuku i wymusili 16 strat Śląska. Najwięcej punktów (22) zdobył Errick McCollum, a wśród Trójkolorowych najskuteczniejszy był Travis Trice (14 punktów i 5 asyst).

- Chciałbym pogratulować Lokomotiwowi. Pokazali, dlaczego są niepokonani w naszej grupie. Mają bardzo dobry skład i nas nie zlekceważyli. Zagrali świetną koszykówkę na sto procent swoich możliwości - krótko skomentował mecz Andrej Urlep na pomeczowej konferencji prasowej.

- Gra w tak prestiżowych rozgrywkach to dla mnie duży zaszczyt i jestem bardzo wdzięczny, że trener dał mi taką możliwość. Ale dzisiaj nie jestem szczęśliwy, bo przegraliśmy mecz i to jest najważniejsze. Będziemy dalej ciężko pracować i próbować wygrać nasze pierwsze spotkanie w EuroCupie, a dzisiejszy celny rzut za trzy punkty jest dla mnie dużą motywacją do dalszej pracy - dodawał Kacper Gordon.

Choć porażka trzydziestoma punktami zawsze jest bolesna, trzeba pamiętać o różnicy klas pomiędzy drużynami, które zmierzyły się ze sobą w hali Orbita. Lokomotiw dysponuje o wiele większym budżetem, mocniejszymi zawodnikami i szerszą rotacją. Jesteśmy jednak pewni, że to spotkanie dla naszych zawodników - szczególnie młodych - będzie bardzo cenną lekcją, która zaprocentuje w przyszłości. A w tej najbliższej czeka nas krótka pauza w rozgrywkach ligowych i przygotowania do kolejnego spotkania w EuroCupie. 17 listopada, czyli w nadchodzącą środę, zmierzymy się na wyjeździe z Dolomiti Energia Trento, które po czterech kolejkach również nie ma na koncie żadnego zwycięstwa. Z kolei do Wrocławia wrócimy 21 listopada na mecz z GTK Gliwice - bądźcie z nami w walce o czwartą ligową wygraną z rzędu!