Blue Flower

WKS Śląsk Wrocław po niesamowicie emocjonującym meczu przegrał na wyjeździe z Partizanem Belgrad 73:75. Skazywani na porażkę Trójkolorowi przez cały mecz walczyli z faworytem jak równy z równym, a półtorej minuty przed końcem meczu prowadzili pięcioma punktami. Ostatnie akcje przechyliły szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy, ale kibice z Wrocławia bez wątpienia mogli być dumni z postawy swoich ulubieńców na gorącym terenie w Serbii.

Do arcytrudnego spotkania z Partizanem WKS przystąpił bez swojego lidera – z powodu kontuzji we Wrocławiu zostać musiał Travis Trice. W zaistniałej sytuacji Andrej Urlep desygnował do gry piątkę Łukasz Kolenda, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Już początek meczu okazał się zaskakująco dobry w wykonaniu Trójkolorowych. Justice trafił trójkę, a punkty zdobywali też Ramljak, Dziewa i Kanter. Wrocławianie grali bardzo skutecznie w obronie, dzięki czemu po czterech minutach prowadzili 9:5. Przewaga wzrosła nawet do siedmiu punktów (15:8) po znakomitym fragmencie Aleksandra Dziewy, który dwukrotnie wykończył akcje drużyny spod kosza. Niekorzystny wynik i time-out Zeljko Obradovicia podziałał na Serbów jak płachta na byka. WKS przez ostatnie 4 minuty i 45 sekund pierwszej kwarty nie zdobył już ani punkty, a gospodarze zaliczyli run… 14-0. Kilka punktów z rzędu zdobył Yam Madar, a z dystansu trafili Uros Trifunović i Gregor Glas. W międzyczasie cenne minuty na gorącym parkiecie zaliczył Kacper Gordon, ale po 10 minutach to Partizan prowadził 22:15.

Na początku drugiej kwarty niestety trwała niemoc punktowa Trójkolorowych, którą przerwał skutecznym wejściem pod kosz Langevine. Przewaga gospodarzy nadal jednak rosła, a dobry fragment zaliczył Balsa Koprivica, który popisał się efektownym dunkiem. Na tablicy wyników widniał rezultat 30:17, a trener Urlep zdecydował się wymienić niemal całą piątkę będącą na boisku. Zmiany przyniosły oczekiwany skutek – dwa rzuty wolne trafił Kolenda, a Ramljak po przechwycie był niesportowo faulowany; WKS zamienił posiadanie na kolejne punkty Łukasza. Konto Partizana odblokował celną trójką Zach LeDay, przywracając swojej drużynie dziesięciopunktowe prowadzenie. Chwilę później z dobrej strony pokazał się Martins Meiers, który trafił z półdystansu i efektownie zablokował Trifunovicia. Kapitalnym wjazdem pod kosz zakończonym wsadem zaimponował z kolei Ivan Ramljak. Wojskowi znów zacieśnili szeregi obronne i po skutecznych akcjach Langevine’a oraz Ivana zmniejszyli straty do sześciu oczek. Na dodatek pierwszą połowę kapitalnym rzutem za trzy zakończył Kodi Justice i do szatni schodziliśmy przegrywając z Partizanem zaledwie dwoma punktami – 35:37.

Tym razem to WKS zaliczył serię ośmiu punktów z rzędu na koniec kwarty i na trzecią część gry mógł wychodzić ze sporymi nadziejami. Ta zaczęła się od celnej trójki Trifunovicia, ale WKS nie odpuszczał. Co prawda tylko jeden z czterech rzutów wolnych wykorzystali Langevine i Kanter, ale Ivan Ramljak tego dnia momentami był nie do zatrzymania. Zbiórki w ataku, dwukrotnie punkty spod kosza i blok na Koprivicy – głównie dzięki Chorwatowi przegrywaliśmy zaledwie 40:42. Rzut z dystansu Gregora Glasa i łatwe punkty Trifunovicia pozwoliły jednak odskoczyć na siedem punktów Partizanowi, który bezlitośnie wykorzystał słabszy moment w ataku przyjezdnych. Niemoc Śląska przełamał punktami spod kosza Meiers, ale skutecznym wjazdem odpowiedział Glas. Chwilę później z kolei to Łukasz Kolenda bardzo efektowną akcją skontrował celny rzut z dystansu LeDay’a. Końcówka kwarty znów należała jednak do WKS-u! Najpierw akcją 2+1 popisał się Kanter, a kilka sekund przed syreną znakomitym rzutem za trzy z odskoku zaimponował Kolenda! Przed ostatnią kwartą Partizan prowadził ze Śląskiem tylko 54:52!

Czwartą część gry punktami spod kosza otworzył LeDay, a tym samym odpowiedział po drugiej stronie parkietu Dziewa. Po chwili Amerykanin znów trafił – tym razem z półdystansu – ale po dwóch minutach gry gospodarze mieli na koncie już trzy przewinienia przy ani jednym Śląska. WKS miał szansę nawet wyjść na prowadzenie przy stanie 56:58, ale po stracie Ramljaka wsad zaliczył Trifunović. Serb powstrzymywany przez Ivana przewrócił się jednak w bardzo niefortunny sposób – punkty przypłacił rozciętym łukiem brwiowym, a sędziowie odgwizdali faul niesportowy Chorwata. Trójkolorowi nie zamierzali się jednak poddawać. Kolejną znakomitą akcją z faulem popisał się znakomity tego dnia Kanter, jednak Partizan błyskawicznie odpowiedział. Duży błąd w defensywie Śląska wykorzystał Smailagić, który zapakował na pusty kosz. Następnie celne rzuty zza łuku zanotowali Dallas Moore i Jakub Karolak, utrzymując status quo – pięć minut przed końcem meczu Serbowie prowadzili 66:63.

Cztery minuty przed końcem WKS wyrównał stan meczu! Spod kosza trafił Dziewa, a kolejną akcję 2+1 zanotował Kanter. Na tablicy było 68:68. Chwilę później Jakub Karolak przestrzelił zza łuku, piłka trafiła w ręce Dziewy, który pod presją zegara musiał oddać ją na obwód do Kantera. Kerem rzucił za trzy równo z syreną i trafił! 2 minuty i 48 sekund przed końcem spotkania Śląsk prowadził 71:68! Po chwili przewaga wzrosła do aż pięciu oczek po kolejnych punktach Kantera. Nadzieje w serca kibiców Partizana wlał Avramović, ale w kolejnych akcjach gospodarze byli nieskuteczni i 38 sekund przed końcem meczu Śląsk prowadził 73:70 i był w posiadaniu piłki. Kolenda spudłował jednak floatera, a po piątym faulu Dziewy dwa rzuty wolne na punkty zamienił Nemanja Dangubić. Śląsk jednak wciąż miał wszystko w swoich rękach – punkt przewagi i piłkę na 20 sekund przed końcem spotkania. Wtedy jednak bardzo kosztowną stratę zanotował Karolak, piłkę przejął LeDay, a Dangubić dobił niecelny rzut Trifunovicia i wyprowadził gospodarzy na jednopunktowe prowadzenie. Śląsk mógł przeprowadzić jeszcze akcję na zwycięstwo, na którą pozostało mu 5 sekund. Łukasz Kolenda zaatakował kosz, jednak będąc powstrzymywanym przez rywala nie trafił do celu, a sędziowie nie zdecydowali się odgwizdać przewinienia. Ostatecznie Partizan wygrał ze Śląskiem 75:73.

 

 

Choć nie udało się dowieźć wygranej do końca, grający w wąskiej rotacji zawodnicy Śląska zasłużyli na duże słowa uznania. Szczególnie należy wyróżnić kilku z nich. Kerem Kanter rozegrał swój chyba najlepszy mecz w sezonie, notując 21 punktów, 8 zbiórek i wymuszając 7 fauli. Pomimo silnego przeciwnika na swoim bardzo wysokim poziomie zagrali Ivan Ramljak (12 punktów i 8 zbiórek) i Aleksander Dziewa (12 punktów i 7 zbiórek). Pod nieobecność Travisa Trice’a pewnością siebie i spokojem imponował Łukasz Kolenda (9 punktów i 8 asyst). Całą drużynę WKS-u należy z kolei pochwalić za bardzo dobrą grę w obronie – Partizan trafił tylko 49% rzutów z gry i 26% zza łuku i minimalnie przegrał zbiórkę (42-43). Obie drużyny zanotowały po 15 przechwytów i 4 bloki.

– Nie widziałem tego jeszcze na wideo, ale myślę, że w ostatniej akcji meczu byłem faulowany. Tak czy siak nie powinniśmy jednak pozwolić wygrać przeciwnikom, bo mieliśmy kilka punktów przewagi przed ostatnimi dwiema minutami. Dziś czułem się naprawdę dobrze na tak dużej arenie i w tak ważnym meczu. Bardzo chciałem oddać ostatni rzut i wygrać dla nas mecz. Nie udało się, ale ten mecz to było doświadczenie, które na pewno zaprocentuje w przyszłości. Atmosfera była niesamowita, a gra przed taką publicznością była czystą przyjemnością – oceniał na gorąco Łukasz Kolenda.

Z jednej strony wielki żal nieudanej końcówki i zwycięstwa, które było na wyciągnięcie ręki naszych zawodników. Z drugiej strony przed meczem nikt nie przewidywał, że Trójkolorowi do ostatniej akcji będą bić się o zwycięstwo w Stark Arenie. Śmiało można powiedzieć, że był to najlepszy występ WKS-u w obecnym sezonie, a od niezwykle silnego przeciwnika wrocławianie ani trochę nie odstawali. Pozostaje nam jedynie podziękować Wojskowym za znakomity mecz i wielkie emocje oraz czekać na kolejne zwycięstwa w 7DAYS EuroCup. Po takim występie jesteśmy pewni, że te – prędzej czy później – przyjdą, a podopieczni Andreja Urlepa są w stanie awansować do fazy play-off. Co czeka nas w najbliższym czasie? Maraton meczów domowych, i to nie byle jakich. W sobotę w hali Orbita Śląsk zagra z Polski Cukier Pszczółka Startem Lublin, a w przyszłą środę zmierzy się z Joventut Badalona podczas wyczekiwanego powrotu do słynnej Hali Stulecia! Następnie czekają nas mecze ligowe przy ulicy Wystawowej z silnymi rywalami z Zielonej Góry i Ostrowa Wielkopolskiego.