Drukuj
Kategoria: Z życia Śląska
Odsłony: 761

Po raz pierwszy od 18 latach jesteśmy w finale Energa Basket Ligi! WKS Śląsk Wrocław w decydującym spotkaniu pokonał Grupa Sierleccy Czarnych Słupsk 81:71 i zwyciężył w całej serii 2:1. Co ciekawe, żadnego z pięciu spotkań nie wygrała drużyna będąca danego dnia gospodarzem.


Do decydującego spotkania w słupskiej Hali Gryfia Trójkolorowi przystąpili w najmocniejszym możliwym składzie. Tym razem trener Andrej Urlep wystawił do gry następującą piątkę: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Początek spotkania stał pod znakiem niecelnych rzutów po obu stronach parkietu. W końcu jednak strzelecką niemoc przełamał Billy Garrett, który trafił za trzy. Zadziałało to pozytywnie na oba zespoły. Dla nas spod kosza zapunktował Kanter, a z kolei prowadzenie gospodarzy powiększył o dwa oczka Anthony Lewis. Radość słupszczan nie trwała jednak długo, bo dzięki punktom T. Trice’a i akcji 2+1 Kantera zrobiło się 7:5 dla WKS-u. Od tej pory to Trójkolorowi przeważali w Gryfii. Trójkami popisali się Ramljak, T. Trice i Justice, ale najwięcej problemów podopieczni Mantasa Cesnauskisa mieli pod koszem. Po tym, jak dwa oczka z faulem zdobył Dziewa, trener Mantas Cesnauskis poprosił o czas.

Niewiele to jednak zmieniło. Kolejne trafienie zanotował Kanter, skuteczny był też Szymon Tomczak. Słupszczanie zdecydowanie przegrywali zbiórkę, a w ataku w zasadzie w ogóle ich nie notowali. Z kolei Śląsk grał swoje i utrzymywał wysokie prowadzenie. W końcówce kwarty zastrzyk energii dał swojej drużynie Jakub Musiał, który trafił za trzy. Wychowanek Śląska nie czekał długo na odpowiedź, bowiem po chwili tej samej broni użył T. Trice i po pierwszych dziesięciu minutach było 28:18 dla Trójkolorowych.

Drugą kwartę Czarni zaczęli z „wysokiego C”, bowiem zza łuku nie pomylił się Beau Beech. I choć już w kolejnej akcji za dwa odpowiedział D’Mitrik Trice, to gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Za trzy trafił też Garrett, a po punktach Anthony’ego Lewisa Czarni przegrywali już tylko 26:30. Sytuację chwilowo uspokoił Justice, który popisał się efektownym floaterem. Potem jednak celnie z dystansu rzucił Bartosz Jankowski i przy stanie 29:32 trener Urlep był zmuszony poprosić o czas.

Po powrocie na parkiet – dzięki punktom Ramljaka i Trice’a – udawało nam się utrzymać niewielką przewagę. Kolejne ważne trafienie spod kosza zanotował też Kanter, ale słupszczanie nie składali broni i szybko podnosili się po każdym kolejnym uderzeniu Wojskowych. W dużej mierze działo się tak za sprawą skuteczności z dystansu Garetta oraz Beecha. Garrett miał nawet szansę wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale dość niespodziewanie spudłował z czystej pozycji. Być może było to kluczowe, bo od tego momentu Śląsk zdawał się wygrywać tę wojnę nerwów. Dzięki trójce Kantera chwilowo nawet odskoczyliśmy na siedem punktów, ale ostatecznie po dwóch kwartach było 46:41.

W trzeciej ćwiartce z początku znów oglądaliśmy trochę niecelnych rzutów. Szybciej rytm złapali Czarni, którzy zmniejszyli straty do trzech oczek. Co więcej, wrocławianie wykorzystali limit fauli w zaledwie trzy i pół minuty. Na szczęście ważne punkty w kontrze zdobył Ramljak i udało się minimalnie podwyższyć prowadzenie. Prawdziwy impuls dał jednak Kanter, który po raz kolejny popisał się akcją 2+1 i doprowadził do w miarę bezpiecznego prowadzenia 53:46.

W drugiej części kwarty gra była dość rwana. Oba zespoły lepiej radziły sobie w obronie niż w ataku, a słupszczanom bardzo długo udawało się powstrzymywać T. Trice’a. W końcu jednak MVP fazy zasadniczej oszukał defensywę rywali i trafił za dwa. Potem jeszcze z linii rzutów wolnych oczko dołożył Ramljak, a z półdystansu znów nieomylny był D. Trice i Śląsk wyszedł na prowadzenie 60:50. Czarnym co prawda udało się w końcówce minimalnie zmniejszyć różnicę, ale i tak przed czwartą kwartą prowadziliśmy 62:53.

Jako pierwszy w decydującej ćwiartce punkty zdobył Śląsk, ale zaraz Beech oraz Garrett trafili trójki i przewaga wrocławian zaczęła maleć. Kiedy jednak dość niespodziewanie Garrett nie wykorzystał dwóch rzutów wolnych, Trójkolorowi złapali oddech. Z półdystansu trafił T. Trice i znowu prowadziliśmy dziewięcioma punktami. Czarni atakowali, ale byli nieskuteczni. Szczególnie efektowny i efektywny w obronie był Dziewa, blokujący rywali jak natchniony. Niestety dość szybko wykorzystaliśmy limit fauli i słupszczanie w końcu zmniejszyli różnicę do pięciu oczek. Wtedy zimną krew z kolei zachował Ramljak, który trafił bardzo ważny rzut zza łuku i prowadziliśmy ośmioma punktami.

W ostatnich minutach Czarni skupili się na rzutach za trzy, ale na nasze szczęście większość z nich była niecelna. Z kolei w szeregach Wojskowych fenomenalną kwartę rozgrywał Dziewa, który do świetnej gry pod własnym koszem dołożył też celne rzuty. Gospodarze czuli, że kończy im się czas. Notowali straty, wciąż nie trafiali z dystansu i w efekcie zupełnie utracili kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Ostatecznie WKS zasłużenie wygrał w Gryfii 81:71 i po 18 latach awansował do finału PLK!

Przewaga Trójkolorowych była widoczna niemal w każdym aspekcie gry notowanym przez statystyków. Śląsk wyraźnie wygrał zbiórkę (40:30), oddał aż 16 rzutów z gry więcej przy podobnej skuteczności i rozdał 13 asyst. Ivan Ramljak zanotował double-double (13 punktów i 10 zbiórek), a blisko tej sztuki byli Kerem Kanter (20 punktów i 9 zbiórek) oraz Aleksander Dziewa (14 punktów i 9 zbiórek). Warto dodać, że Turek nie zszedł z boiska nawet na sekundę, a przez całe spotkanie grał ze spuchniętą kostką. Prawdziwy wojownik!

– Jestem pełen podziwu dla zawodników. To dla nas druga długa seria z pięcioma meczami i oni naprawdę wyciągnęli dziś z siebie ostatnie siły. W Słupsku graliśmy zupełnie inaczej, niż ww Wrocławiu, co odzwierciedlają statystyki. Gratulacje dla graczy, którzy wytrzymali presję. Idziemy do finału! – komentował na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrej Urlep.

Wielkie brawa dla zawodników, którzy doprowadzili klub do największego sukcesu od 18 lat. Wielkie brawa dla sztabu szkoleniowego, który znakomicie przygotował ich do walki. Wielkie brawa dla kibiców, którzy wspierali nas na każdym meczu pomimo odległości dzielącej Wrocław i Słupsk. Dziś czas na świętowanie, a od jutra przygotowujemy się do finałów, które rozegramy z Legią Warszawa. Pierwsze mecze 17 i 19 maja we Wrocławiu!