Blue Flower

W dniu 13 lipca br. w siedzibie WKS Śląsk Wrocław odbyło się spotkanie z dyrektorem Piotrem Mazurem podczas którego podsumowano współpracę WSZS ze Śląskiem Wrocław w sezonie 2021/2022. Tutaj pisma do pobrania.

  

Sześć sparingów oraz Memoriał Adama Wójcika - tak wygląda plan przygotowań zespołu trenera Andreja Urlepa do nadchodzącego sezonu. 

Wrocławianie rozpoczęli przygotowania do rozgrywek 2022/23 w poprzednim tygodniu. Zespół zaliczył wszystkie niezbędne badania i testy, a następnie przeszedł do zajęć treningowych. Póki co Wojskowi trenują w mocno okrojonym składzie - czterech zawodników (Dziewa, Kolenda, Wiśniewski, Ramljak) przebywa na zgrupowaniach kadr narodowych przed EuroBasketem, a Jakub Karolak jest w trakcie rehabilitacji po kontuzji odniesionej w poprzednim sezonie. Szansę pokazania swoich umiejętności mają więc młodzi zawodnicy z WKS Śląska II Wrocław; do treningów po dłuższej absencji wrócił także Maciej Bender, który przedłużył kontrakt z Mistrzem Polski o rok.

Co czeka zespół Andreja Urlepa w najbliższych tygodniach? Przed Trójkolorowymi kolejny intensywny tydzień pełen treningów, a w przyszłą środę pierwszy sprawdzian - rywalem w wyjazdowym sparingu będzie Stal Ostrów Wielkopolski. Następnie Śląsk rozegra jeszcze sześć meczów towarzyskich w stolicy Dolnego Śląska, w tym z zagranicznymi przeciwnikami: Hamburg Towers i BC Brno. Z kolei w trzeci weekend września WKS będzie gospodarzem i organizatorem V Memoriału Adama Wójcika. Dokładną datę, uczestniczące zespoły oraz szczegóły wydarzenia podamy w najbliższym czasie. Z kolei 21 września wrocławianie powalczą o Superpuchar Polski ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

Pełen plan przedsezonowych meczów towarzyskich prezentujemy poniżej - może on ulec niewielkim zmianom, o których będziemy informować na bieżąco w naszych kanałach komunikacyjnych.

Plan sparingów WKS-u:

Środa, 17 sierpnia: Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski - WKS Śląsk Wrocław (Ostrów Wielkopolski)

Wtorek, 23 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - Hamburg Towers (Wrocław)

Sobota, 27 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - GTK Gliwice (Wrocław)

Środa, 31 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - MKS Dąbrowa Górnicza (Wrocław)

Sobota, 3 września: WKS Śląsk Wrocław - BC Brno (Wrocław)

Sobota, 10 września lub niedziela, 11 września: WKS Śląsk Wrocław - Enea Zastal BC Zielona Góra (Wrocław)

III weekend września: V Memoriał Adama Wójcika

Niedziela, 21 września: Superpuchar Polski, WKS Śląsk Wrocław - Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

O jego przyszłości mówiło się w ostatnich tygodniach bardzo wiele. Aleksander Dziewa, pomimo ofert z zagranicznych klubów, zdecydował się sezon 2022/23 spędzić we Wrocławiu. Olek, już nie możemy się doczekać Twoich kolejnych występów w koszulce Śląska!

MVP Mistrzostw Polski U20, awans do 1. Ligi, MVP sezonu zasadniczego 1. Ligi, wicemistrz 1. Ligi, Najlepszy Debiutant PLK, brązowy medalista PLK, autor najlepszego bloku sezonu PLK, najlepszy polski zawodnik PLK, mistrz Polski. Lista osiągnięć Aleksandra Dziewy ze Śląskiem Wrocław wydłuża się z każdym kolejnym rokiem i wierzymy, że za 12 miesięcy będzie jeszcze bardziej imponująca. Olek przeszedł z naszym klubem wszystkie szczeble seniorskiej kariery: od rozgrywek młodzieżowych i 2. Ligi aż do ekstraklasy, europejskich pucharów i debiutu w reprezentacji Polski.

Kontrakt Dziewy z WKS-em obowiązuje do końca sezonu 2022/23, lecz kibice z Wrocławia mogli obawiać się o wykupienie umowy podkoszowego przez jeden z silnych zagranicznych klubów. Decyzja Aleksandra pokazuje jednak, że Śląsk nie jest dla niego jedynie przystankiem na drodze do europejskiej kariery. Olek chce wygrywać z Trójkolorowymi kolejne trofea, a stolica Dolnego Śląska to dla niego prawdziwy koszykarski dom.

W nadchodzące rozgrywki wejdziemy z naprawdę mocną polską rotacją, której jednym z liderów po raz kolejny będzie Aleksander Dziewa. Już wkrótce będziemy więc mogli oglądać na parkietach Hali Stulecia i Hali Orbita kolejne wsady, bloki i inne efektowne akcje najlepszego polskiego zawodnika Energa Basket Ligi.

WKS Śląsk Wrocław zwycięża w czwartym spotkaniu finału mistrzostw Polski i powiększa prowadzenie w serii na 3:1! Trójkolorowi pokonali Legię Warszawa 66:63 w drugim starciu na terenie rywala. Głównym autorem sukcesu wrocławian był po raz kolejny w tym sezonie Travis Trice, który otarł się o triple-double. Podopiecznym Andreja Urlepa brakuje już tylko jednego zwycięstwa do złota!

Plan przed czwartym starciem finału? Powtórzyć wynik z niedzieli! Trójkolorowi stanęli przed szansą wypracowania sobie solidnej zaliczki w Warszawie. W tym celu trzeba było ponownie zwyciężyć w Hali OSiR Bemowo. Zadanie nienależące do najłatwiejszych, ale jak pokazuje historia, w zasięgu wrocławian. Trener Andrej Urlep nie zdecydował się na zmiany w pierwszej piątce, a spotkanie rozpoczęli: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Mimo szybko zdobytych punktów przez T. Trice’a lepiej w mecz weszli gospodarze. Warszawianie dobrze bronili i wygrywali sporo pojedynków na tablicy Śląska, dzięki czemu wcześnie wypracowali sobie przewagę. Śląsk miał problemy z dochodzeniem do sytuacji rzutowych, a gdy już się udało, to często były to rzuty niecelne.

Problemy Legii zaczęły się wraz z wyjściem na prowadzenie 13:4. Od tego momentu gospodarze nie zdobyli punktów przez ponad 4 minuty, a do głosu zaczęli dochodzić Trójkolorowi. Ponownie trafił Travis, Dziewa punktował z rzutów wolnych, a Justice celnie rzucał z półdystansu. Ostatnie punkty przed przerwą zdobyli jednak warszawianie, a pierwsza kwarta zakończyła się bardzo niskim wynikiem – 16:10 dla Legii.

Po wznowieniu gry jeszcze bardziej wyróżniał się MVP sezonu zasadniczego. Amerykanin zdobył punkty po indywidualnej akcji i świetnie asystował przy skutecznym zagraniu Dziewy. W międzyczasie z rzutów wolnych trafił Łukasz Kolenda i Trójkolorowi szybko doprowadzili do wyrównania. Warszawianie w końcu doszli do głosu, ale na ich trafienia błyskawicznie odpowiadali D’mitrik Trice i Kolenda, który swoimi dwoma trafieniami wyprowadził Śląsk na prowadzenie. Płynność w grze Legii przywrócił Robert Johnson, celnie rzucając z dystansu i dobrze wjeżdżając pod kosz. Na jego wyczyny dobrze zareagował Justice, wykorzystując dwa rzuty wolne.

Obie drużyny wciąż miały spore problemy w ofensywie, ale nieco odmieniło się to w końcówce pierwszej połowy. Na trójkę Dariusza Wyki odpowiedział tym samym T. Trice, a chwilę później Śląsk przeprowadził trzypunktową akcję po faulu niesportowym Johnsona. Ostatnie 30 sekund należało jednak do warszawian, którzy zdobyli w tym czasie 5 oczek. Na sam koniec trafił jeszcze D. Trice, ale punkty nie zostały zaliczone, gdyż Amerykanin wypuścił piłkę z rąk tuż po syrenie. Ostatecznie Śląsk schodził na przerwę, przegrywając 31:34.

Na początku drugiej połowy ponownie byliśmy świadkami wielu nieskutecznych akcji. Pomyłki z obu stron sprawiły, że pierwsze punkty zobaczyliśmy dopiero po 100 sekundach, gdy z półdystansu trafił Ramljak. W kolejnej akcji prezent gospodarzom sprawił Kolenda, popełniając faul niesportowy, który warszawianie zamienili na 5 punktów. 22-latek szybko się jednak zrehabilitował, skutecznie wjeżdżając pod kosz.

Legia w trzeciej kwarcie miała ogromne problemy w ofensywie, co świetnie wykorzystywali wrocławianie. Najpierw po kontrze punkty zdobył Ramljak, a chwilę później z dystansu trafił Kolenda, wyprowadzając Trójkolorowych na prowadzenie. Niezmiennie groźne były gwiazdy Legii, o czym przypomniał Raymond Cowels, doprowadzając swoją trójką do wyniku 42:40 dla Legii. W końcówce trzeciej partii do głosu ponownie dochodził T. Trice i to on robił największą różnicę. Amerykanin do kolejnych asyst dołożył także dwa trafienia, ale ostatnie punkty przed czwartą kwartą zdobył Cowels, wyprowadzając Legię na prowadzenie 49:47.

Świetny start w ostatniej kwarcie zaliczył młodszy z braci Trice. D’mitrik szybko zdobył 7 punktów, tym samym przywracając wrocławian na prowadzenie. Popisywał się również Dziewa, który zaliczył dwa efektowne bloki, hamując zapędy ofensywne gospodarzy. Warszawianie zaczęli więc szukać swoich szans z dystansu, co przynosiło im sporo sukcesów. Na szczęście dla Trójkolorowych nie zatrzymywał się D. Trice, również trafiając zza łuku i zmniejszając stratę Śląska do dwóch punktów.

Legia dobrze zareagowała, wykorzystując dwa rzuty wolne, ale po raz kolejny sprawy w swoje ręce wziął T. Trice. Amerykanin zdobył 7 punktów w trzech akcjach i to dzięki jego trójce z ponad 9 metrów Trójkolorowi wyszli na prowadzenie 66:63 na 40 sekund przed końcem. Ostatnie akcje to przede wszystkim świetna defensywa wrocławian, którzy nie pozwalali gospodarzom rzucać z dystansu z czystych pozycji. Ostatecznie wynik się już nie zmienił i Śląsk po raz kolejny wygrał w stolicy!

Tym razem show w Warszawie skradł Travis Trice, któremu bardzo niewiele zabrakło do zaliczenia triple-double. MVP sezonu zasadniczego do 21 punktów dołożył 9 zbiórek i 8 asyst. Poza nim najlepiej punktowali inni niscy zawodnicy – D’Mitrik Trice (13) oraz Łukasz Kolenda (11). Legia zdominowała tablice w pierwszej kwarcie, ale z czasem sytuacja się wyrównała i gospodarze nie mieli już tak wielu drugich szans.

– Wygraliśmy dwa mecze na trudnym terenie w Warszawie. Legia ma wspaniałych kibiców, którzy tworzą bardzo dobrą atmosferę. To nie był nasz dzień w ataku, ale zatrzymaliśmy rywali świetną obroną. Pomimo paru popełnionych błędów zmuszaliśmy gospodarzy do trudnych rzutów. Mieliśmy nieco problemów na tablicy, ale dzięki determinacji i chęci do walki wygraliśmy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Plan wykonany w 100%! WKS Śląsk Wrocław dwukrotnie triumfuje w stolicy i prowadzi w finale mistrzostw Polski 3:1. Teraz trzeba tylko postawić kropkę nad „i”, a najlepiej zrobić to przy pierwszej możliwej okazji. Szansa na zamknięcie serii już w piątek, 27 maja, o godzinie 20:40. Niech Hala Stulecia ponownie okaże się magiczna.







WKS Śląsk Wrocław lepszy od Legii Warszawa w trzecim spotkaniu finału Energa Basket Ligi! Po kolejnym thrillerze wrocławianie wygrali 81:74 i wyszli na prowadzenie 2-1 w serii. Kluczową rolę wśród podopiecznych Andreja Urlepa odegrał Aleksander Dziewa, zdobywca 21 punktów.

Po dwóch pasjonujących spotkaniach we Wrocławiu w finale mistrzostw Polski był remis 1-1. Przyszedł jednak czas na zmianę lokalizacji i tym razem Trójkolorowi walczyli na terenie rywala w Hali OSiR Bemowo w Warszawie. W sezonie zasadniczym stolica nie była straszna wrocławianom, gdzie wygrali 87:73. Wszyscy liczyliśmy na podobny rezultat w trzecim starciu finału. Trener Andrej Urlep zdecydował się na jedną zmianę w pierwszej piątce, w której znaleźli się Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Pierwsze punkty w spotkaniu zdobył Ramljak, wykorzystując dezorganizację defensywy rywali chwilę po rozpoczęciu. Gospodarze odpowiedzieli bardzo mocno, gdy trójkę z dalekiej odległości rzucił Raymond Cowels. Był to wyraźny znak dla Trójkolorowych, że Legia po raz kolejny będzie szukała swoich szans w rzutach z dystansu. Warszawianie od samego początku byli groźni, a w szczególności Jure Skifić. To głównie Chorwat punktował dla miejscowych w początkowej fazie spotkania. Wrocławianie zachowywali jednak spokój, a trafienia Kantera czy Meiersa utrzymywały Śląsk blisko rywali i nie pozwoliły im na wczesne wypracowanie przewagi. Nawet przy wyniku 6:10 dla gospodarzy Trójkolorowi grali cierpliwie i szukali błędów w defensywie przeciwników.

Kluczowe dla przebiegu pierwszej połowy było wejście na parkiet Aleksandra Dziewy. Reprezentant Polski błyskawicznie zdobył punkty i z każdą minutą rozpędzał się coraz bardziej. Zarówno on, jak i Travis Trice byli bezwzględni dla przeciwników i zapewnili Śląskowi prowadzenie po pierwszej kwarcie. Na 3 minuty przed przerwą Andrej Urlep wprowadził do gry Łukasza Kolendę, który był autorem kilku świetnych akcji. Najpierw popisał się asystą do Dziewy, a chwilę później sam zdobył punkty. Pierwszą kwartę zakończył nikt inny jak środkowy Śląska, tym razem jednak celnym rzutem z dystansu. Reprezentant Polski zdobył 12 oczek w niespełna 7 minut, zapewniając Trójkolorowym prowadzenie 26:19.

Początek drugiej kwarty nie należał do najlepszych w wykonaniu Śląska. Najpierw błyskawiczne punkty zdobyli gospodarze, a chwilę później wrocławianie nie trafili do kosza mimo dwóch zbiórek ofensywnych. Wszystko jednak szybko wróciło do normy, gdy do głosu doszedł Dziewa. Najpierw popisał się świetnym blokiem, aby 10 sekund później ograć przeciwnika pod koszem i zdobyć kolejne punkty.

Gospodarze z czasem zaczęli grać coraz lepiej w defensywie, co pozwoliło im na odrobienie strat. Koszykarze Śląska nie byli w stanie trafić przez niemal 4 minuty, a zmienił to dopiero T. Trice po wejściu na parkiet. Trójkolorowi bardzo potrzebowali tego odblokowującego trafienia, gdyż już chwilę później kolejne 3 oczka dołożył z dystansu Kolenda, a celnie z rzutów wolnych rzucał Kanter. Wrocławianie wypracowali sobie kilkupunktową przewagę i utrzymali ją do końca drugiej kwarty. Trafiali ponownie Dziewa, Trice i Meiers, a swoje pierwsze oczka wsadem zdobył Kodi Justice. Ostatecznie Śląsk schodził na przerwę, prowadząc 46:39.

Lepsi po wznowieniu gry ponownie byli gospodarze, tym razem za sprawą Łukasza Koszarka. Polski rozgrywający zdobył swoje pierwsze punkty po celnym rzucie z dystansu, a już chwilę później gospodarze zmniejszyli stratę do jednego oczka za sprawą Roberta Johnsona. Na szczęście Trójkolorowych w końcu trafił Kanter, nieco opanowując sytuację na parkiecie. Warszawianie jednak się nie zatrzymywali, a najwięcej szczęścia ponownie przynosiły im rzuty z dystansu. Kolejne trafienia Skificia i Cowelsa zapewniły gospodarzom prowadzenie, mimo skutecznych akcji Justice’a i Kantera.

Koszykarze Andreja Urlepa musieli się obudzić, a było to możliwe dzięki Travisowi Trice’owi. Amerykanin szybko zdobył 4 punkty i nie pozwalał Legii uciec z wynikiem. Przyczynił się również do tego Kolenda, który za sprawą celnych rzutów wolnych ponownie doprowadził do remisu. W kolejnej akcji gospodarze znowu trafili z dystansu, ale ostatnie słowo należało do Trójkolorowych, a konkretnie do D’mitrika Trice’a. Brat Travisa wyprowadził błyskawiczną, indywidualną kontrę, ustalając wynik na 61:60 dla Legii przed ostatnią kwartą.

Warszawianie szybko powiększyli przewagę po wznowieniu gry, ale Śląsk był w stanie wyrównać po trafieniach Meiersa i Ramljaka. Kolejne punkty zdobył Kolenda po swoim firmowym wjeździe pod kosz, a wrocławian na prowadzenie wyprowadził młodszy z braci Trice, trafiając z dystansu. Był to początek przewagi Trójkolorowych, którzy wykorzystywali błędy gospodarzy i nie pozwalali im na wiele w ofensywie. Wrocławianie odpowiadali na każde trafienie Legii, nic nie zmieniła nawet przerwa na żądanie trenera Kamińskiego.

Niedługo po wznowieniu gry na parkiecie pojawił się Travis Trice, który zapewniał wrocławianom kolejne punkty. Najpierw sam trafił do kosza, aby po chwili asystować Dziewie przy akcji 2+1. Po 30 sekundach nasz środkowy ponownie stanął na linii rzutów wolnych, powiększając przewagę Trójkolorowych do 5 punktów. Ostatnie słowo w spotkaniu należało do Ramljaka, który efektownym wsadem ustalił wynik spotkania numer 3. WKS Śląsk Wrocław pokonał Legię w Warszawie 81:74.

Najlepszy na parkiecie był tego dnia Aleksander Dziewa. Reprezentant Polski zdobył 21 punktów i całkowicie zdominował spotkanie w pierwszej połowie. Dwucyfrową liczbę punktów zdobyli także Travis Trice (15) i Kerem Kanter (12). Amerykanin dołożył do tego jeszcze 7 asyst, a Turek był jednym ze sprawców przewagi Trójkolorowych na tablicach (9 zbiórek). Lepsi w tym aspekcie byli tylko Martins Meiers (10) i Ivan Ramljak (10).

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się zniwelować stratę po przegranej na własnym parkiecie we Wrocławiu. Legia ma wielu dobrych graczy, których niezwykle trudno zatrzymać. Nie licząc pierwszych pięciu minut trzeciej kwarty, jestem bardzo zadowolony z naszej gry. To jest jednak tylko 2-1 i wciąż potrzebujemy dwóch zwycięstw, by osiągnąć nasz cel. Legia na pewno ma taką samą chęć triumfu, jak my, więc we wtorek będziemy musieli być równie dobrze przygotowani i skoncentrowani – podsumował mecz na konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Cel minimum wykonany – nie przegrywać po meczach w Warszawie. Ale po co ograniczać się do minimum, skoro możemy wrócić do Wrocławia z zaliczką dwóch zwycięstw. Szansa na to już we wtorek, a początek tego spotkania również o 20:40. Wszystkich kibiców ponownie zapraszamy do strefy kibica pod Halą Stulecia – WrocLove Basketball!