Blue Flower

W dniu 13 lipca br. w siedzibie WKS Śląsk Wrocław odbyło się spotkanie z dyrektorem Piotrem Mazurem podczas którego podsumowano współpracę WSZS ze Śląskiem Wrocław w sezonie 2021/2022. Tutaj pisma do pobrania.

  

Sześć sparingów oraz Memoriał Adama Wójcika - tak wygląda plan przygotowań zespołu trenera Andreja Urlepa do nadchodzącego sezonu. 

Wrocławianie rozpoczęli przygotowania do rozgrywek 2022/23 w poprzednim tygodniu. Zespół zaliczył wszystkie niezbędne badania i testy, a następnie przeszedł do zajęć treningowych. Póki co Wojskowi trenują w mocno okrojonym składzie - czterech zawodników (Dziewa, Kolenda, Wiśniewski, Ramljak) przebywa na zgrupowaniach kadr narodowych przed EuroBasketem, a Jakub Karolak jest w trakcie rehabilitacji po kontuzji odniesionej w poprzednim sezonie. Szansę pokazania swoich umiejętności mają więc młodzi zawodnicy z WKS Śląska II Wrocław; do treningów po dłuższej absencji wrócił także Maciej Bender, który przedłużył kontrakt z Mistrzem Polski o rok.

Co czeka zespół Andreja Urlepa w najbliższych tygodniach? Przed Trójkolorowymi kolejny intensywny tydzień pełen treningów, a w przyszłą środę pierwszy sprawdzian - rywalem w wyjazdowym sparingu będzie Stal Ostrów Wielkopolski. Następnie Śląsk rozegra jeszcze sześć meczów towarzyskich w stolicy Dolnego Śląska, w tym z zagranicznymi przeciwnikami: Hamburg Towers i BC Brno. Z kolei w trzeci weekend września WKS będzie gospodarzem i organizatorem V Memoriału Adama Wójcika. Dokładną datę, uczestniczące zespoły oraz szczegóły wydarzenia podamy w najbliższym czasie. Z kolei 21 września wrocławianie powalczą o Superpuchar Polski ze Stalą Ostrów Wielkopolski.

Pełen plan przedsezonowych meczów towarzyskich prezentujemy poniżej - może on ulec niewielkim zmianom, o których będziemy informować na bieżąco w naszych kanałach komunikacyjnych.

Plan sparingów WKS-u:

Środa, 17 sierpnia: Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski - WKS Śląsk Wrocław (Ostrów Wielkopolski)

Wtorek, 23 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - Hamburg Towers (Wrocław)

Sobota, 27 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - GTK Gliwice (Wrocław)

Środa, 31 sierpnia: WKS Śląsk Wrocław - MKS Dąbrowa Górnicza (Wrocław)

Sobota, 3 września: WKS Śląsk Wrocław - BC Brno (Wrocław)

Sobota, 10 września lub niedziela, 11 września: WKS Śląsk Wrocław - Enea Zastal BC Zielona Góra (Wrocław)

III weekend września: V Memoriał Adama Wójcika

Niedziela, 21 września: Superpuchar Polski, WKS Śląsk Wrocław - Arged BM Slam Stal Ostrów Wielkopolski

O jego przyszłości mówiło się w ostatnich tygodniach bardzo wiele. Aleksander Dziewa, pomimo ofert z zagranicznych klubów, zdecydował się sezon 2022/23 spędzić we Wrocławiu. Olek, już nie możemy się doczekać Twoich kolejnych występów w koszulce Śląska!

MVP Mistrzostw Polski U20, awans do 1. Ligi, MVP sezonu zasadniczego 1. Ligi, wicemistrz 1. Ligi, Najlepszy Debiutant PLK, brązowy medalista PLK, autor najlepszego bloku sezonu PLK, najlepszy polski zawodnik PLK, mistrz Polski. Lista osiągnięć Aleksandra Dziewy ze Śląskiem Wrocław wydłuża się z każdym kolejnym rokiem i wierzymy, że za 12 miesięcy będzie jeszcze bardziej imponująca. Olek przeszedł z naszym klubem wszystkie szczeble seniorskiej kariery: od rozgrywek młodzieżowych i 2. Ligi aż do ekstraklasy, europejskich pucharów i debiutu w reprezentacji Polski.

Kontrakt Dziewy z WKS-em obowiązuje do końca sezonu 2022/23, lecz kibice z Wrocławia mogli obawiać się o wykupienie umowy podkoszowego przez jeden z silnych zagranicznych klubów. Decyzja Aleksandra pokazuje jednak, że Śląsk nie jest dla niego jedynie przystankiem na drodze do europejskiej kariery. Olek chce wygrywać z Trójkolorowymi kolejne trofea, a stolica Dolnego Śląska to dla niego prawdziwy koszykarski dom.

W nadchodzące rozgrywki wejdziemy z naprawdę mocną polską rotacją, której jednym z liderów po raz kolejny będzie Aleksander Dziewa. Już wkrótce będziemy więc mogli oglądać na parkietach Hali Stulecia i Hali Orbita kolejne wsady, bloki i inne efektowne akcje najlepszego polskiego zawodnika Energa Basket Ligi.

WKS Śląsk Wrocław zwycięża w czwartym spotkaniu finału mistrzostw Polski i powiększa prowadzenie w serii na 3:1! Trójkolorowi pokonali Legię Warszawa 66:63 w drugim starciu na terenie rywala. Głównym autorem sukcesu wrocławian był po raz kolejny w tym sezonie Travis Trice, który otarł się o triple-double. Podopiecznym Andreja Urlepa brakuje już tylko jednego zwycięstwa do złota!

Plan przed czwartym starciem finału? Powtórzyć wynik z niedzieli! Trójkolorowi stanęli przed szansą wypracowania sobie solidnej zaliczki w Warszawie. W tym celu trzeba było ponownie zwyciężyć w Hali OSiR Bemowo. Zadanie nienależące do najłatwiejszych, ale jak pokazuje historia, w zasięgu wrocławian. Trener Andrej Urlep nie zdecydował się na zmiany w pierwszej piątce, a spotkanie rozpoczęli: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Mimo szybko zdobytych punktów przez T. Trice’a lepiej w mecz weszli gospodarze. Warszawianie dobrze bronili i wygrywali sporo pojedynków na tablicy Śląska, dzięki czemu wcześnie wypracowali sobie przewagę. Śląsk miał problemy z dochodzeniem do sytuacji rzutowych, a gdy już się udało, to często były to rzuty niecelne.

Problemy Legii zaczęły się wraz z wyjściem na prowadzenie 13:4. Od tego momentu gospodarze nie zdobyli punktów przez ponad 4 minuty, a do głosu zaczęli dochodzić Trójkolorowi. Ponownie trafił Travis, Dziewa punktował z rzutów wolnych, a Justice celnie rzucał z półdystansu. Ostatnie punkty przed przerwą zdobyli jednak warszawianie, a pierwsza kwarta zakończyła się bardzo niskim wynikiem – 16:10 dla Legii.

Po wznowieniu gry jeszcze bardziej wyróżniał się MVP sezonu zasadniczego. Amerykanin zdobył punkty po indywidualnej akcji i świetnie asystował przy skutecznym zagraniu Dziewy. W międzyczasie z rzutów wolnych trafił Łukasz Kolenda i Trójkolorowi szybko doprowadzili do wyrównania. Warszawianie w końcu doszli do głosu, ale na ich trafienia błyskawicznie odpowiadali D’mitrik Trice i Kolenda, który swoimi dwoma trafieniami wyprowadził Śląsk na prowadzenie. Płynność w grze Legii przywrócił Robert Johnson, celnie rzucając z dystansu i dobrze wjeżdżając pod kosz. Na jego wyczyny dobrze zareagował Justice, wykorzystując dwa rzuty wolne.

Obie drużyny wciąż miały spore problemy w ofensywie, ale nieco odmieniło się to w końcówce pierwszej połowy. Na trójkę Dariusza Wyki odpowiedział tym samym T. Trice, a chwilę później Śląsk przeprowadził trzypunktową akcję po faulu niesportowym Johnsona. Ostatnie 30 sekund należało jednak do warszawian, którzy zdobyli w tym czasie 5 oczek. Na sam koniec trafił jeszcze D. Trice, ale punkty nie zostały zaliczone, gdyż Amerykanin wypuścił piłkę z rąk tuż po syrenie. Ostatecznie Śląsk schodził na przerwę, przegrywając 31:34.

Na początku drugiej połowy ponownie byliśmy świadkami wielu nieskutecznych akcji. Pomyłki z obu stron sprawiły, że pierwsze punkty zobaczyliśmy dopiero po 100 sekundach, gdy z półdystansu trafił Ramljak. W kolejnej akcji prezent gospodarzom sprawił Kolenda, popełniając faul niesportowy, który warszawianie zamienili na 5 punktów. 22-latek szybko się jednak zrehabilitował, skutecznie wjeżdżając pod kosz.

Legia w trzeciej kwarcie miała ogromne problemy w ofensywie, co świetnie wykorzystywali wrocławianie. Najpierw po kontrze punkty zdobył Ramljak, a chwilę później z dystansu trafił Kolenda, wyprowadzając Trójkolorowych na prowadzenie. Niezmiennie groźne były gwiazdy Legii, o czym przypomniał Raymond Cowels, doprowadzając swoją trójką do wyniku 42:40 dla Legii. W końcówce trzeciej partii do głosu ponownie dochodził T. Trice i to on robił największą różnicę. Amerykanin do kolejnych asyst dołożył także dwa trafienia, ale ostatnie punkty przed czwartą kwartą zdobył Cowels, wyprowadzając Legię na prowadzenie 49:47.

Świetny start w ostatniej kwarcie zaliczył młodszy z braci Trice. D’mitrik szybko zdobył 7 punktów, tym samym przywracając wrocławian na prowadzenie. Popisywał się również Dziewa, który zaliczył dwa efektowne bloki, hamując zapędy ofensywne gospodarzy. Warszawianie zaczęli więc szukać swoich szans z dystansu, co przynosiło im sporo sukcesów. Na szczęście dla Trójkolorowych nie zatrzymywał się D. Trice, również trafiając zza łuku i zmniejszając stratę Śląska do dwóch punktów.

Legia dobrze zareagowała, wykorzystując dwa rzuty wolne, ale po raz kolejny sprawy w swoje ręce wziął T. Trice. Amerykanin zdobył 7 punktów w trzech akcjach i to dzięki jego trójce z ponad 9 metrów Trójkolorowi wyszli na prowadzenie 66:63 na 40 sekund przed końcem. Ostatnie akcje to przede wszystkim świetna defensywa wrocławian, którzy nie pozwalali gospodarzom rzucać z dystansu z czystych pozycji. Ostatecznie wynik się już nie zmienił i Śląsk po raz kolejny wygrał w stolicy!

Tym razem show w Warszawie skradł Travis Trice, któremu bardzo niewiele zabrakło do zaliczenia triple-double. MVP sezonu zasadniczego do 21 punktów dołożył 9 zbiórek i 8 asyst. Poza nim najlepiej punktowali inni niscy zawodnicy – D’Mitrik Trice (13) oraz Łukasz Kolenda (11). Legia zdominowała tablice w pierwszej kwarcie, ale z czasem sytuacja się wyrównała i gospodarze nie mieli już tak wielu drugich szans.

– Wygraliśmy dwa mecze na trudnym terenie w Warszawie. Legia ma wspaniałych kibiców, którzy tworzą bardzo dobrą atmosferę. To nie był nasz dzień w ataku, ale zatrzymaliśmy rywali świetną obroną. Pomimo paru popełnionych błędów zmuszaliśmy gospodarzy do trudnych rzutów. Mieliśmy nieco problemów na tablicy, ale dzięki determinacji i chęci do walki wygraliśmy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Plan wykonany w 100%! WKS Śląsk Wrocław dwukrotnie triumfuje w stolicy i prowadzi w finale mistrzostw Polski 3:1. Teraz trzeba tylko postawić kropkę nad „i”, a najlepiej zrobić to przy pierwszej możliwej okazji. Szansa na zamknięcie serii już w piątek, 27 maja, o godzinie 20:40. Niech Hala Stulecia ponownie okaże się magiczna.







WKS Śląsk Wrocław lepszy od Legii Warszawa w trzecim spotkaniu finału Energa Basket Ligi! Po kolejnym thrillerze wrocławianie wygrali 81:74 i wyszli na prowadzenie 2-1 w serii. Kluczową rolę wśród podopiecznych Andreja Urlepa odegrał Aleksander Dziewa, zdobywca 21 punktów.

Po dwóch pasjonujących spotkaniach we Wrocławiu w finale mistrzostw Polski był remis 1-1. Przyszedł jednak czas na zmianę lokalizacji i tym razem Trójkolorowi walczyli na terenie rywala w Hali OSiR Bemowo w Warszawie. W sezonie zasadniczym stolica nie była straszna wrocławianom, gdzie wygrali 87:73. Wszyscy liczyliśmy na podobny rezultat w trzecim starciu finału. Trener Andrej Urlep zdecydował się na jedną zmianę w pierwszej piątce, w której znaleźli się Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Pierwsze punkty w spotkaniu zdobył Ramljak, wykorzystując dezorganizację defensywy rywali chwilę po rozpoczęciu. Gospodarze odpowiedzieli bardzo mocno, gdy trójkę z dalekiej odległości rzucił Raymond Cowels. Był to wyraźny znak dla Trójkolorowych, że Legia po raz kolejny będzie szukała swoich szans w rzutach z dystansu. Warszawianie od samego początku byli groźni, a w szczególności Jure Skifić. To głównie Chorwat punktował dla miejscowych w początkowej fazie spotkania. Wrocławianie zachowywali jednak spokój, a trafienia Kantera czy Meiersa utrzymywały Śląsk blisko rywali i nie pozwoliły im na wczesne wypracowanie przewagi. Nawet przy wyniku 6:10 dla gospodarzy Trójkolorowi grali cierpliwie i szukali błędów w defensywie przeciwników.

Kluczowe dla przebiegu pierwszej połowy było wejście na parkiet Aleksandra Dziewy. Reprezentant Polski błyskawicznie zdobył punkty i z każdą minutą rozpędzał się coraz bardziej. Zarówno on, jak i Travis Trice byli bezwzględni dla przeciwników i zapewnili Śląskowi prowadzenie po pierwszej kwarcie. Na 3 minuty przed przerwą Andrej Urlep wprowadził do gry Łukasza Kolendę, który był autorem kilku świetnych akcji. Najpierw popisał się asystą do Dziewy, a chwilę później sam zdobył punkty. Pierwszą kwartę zakończył nikt inny jak środkowy Śląska, tym razem jednak celnym rzutem z dystansu. Reprezentant Polski zdobył 12 oczek w niespełna 7 minut, zapewniając Trójkolorowym prowadzenie 26:19.

Początek drugiej kwarty nie należał do najlepszych w wykonaniu Śląska. Najpierw błyskawiczne punkty zdobyli gospodarze, a chwilę później wrocławianie nie trafili do kosza mimo dwóch zbiórek ofensywnych. Wszystko jednak szybko wróciło do normy, gdy do głosu doszedł Dziewa. Najpierw popisał się świetnym blokiem, aby 10 sekund później ograć przeciwnika pod koszem i zdobyć kolejne punkty.

Gospodarze z czasem zaczęli grać coraz lepiej w defensywie, co pozwoliło im na odrobienie strat. Koszykarze Śląska nie byli w stanie trafić przez niemal 4 minuty, a zmienił to dopiero T. Trice po wejściu na parkiet. Trójkolorowi bardzo potrzebowali tego odblokowującego trafienia, gdyż już chwilę później kolejne 3 oczka dołożył z dystansu Kolenda, a celnie z rzutów wolnych rzucał Kanter. Wrocławianie wypracowali sobie kilkupunktową przewagę i utrzymali ją do końca drugiej kwarty. Trafiali ponownie Dziewa, Trice i Meiers, a swoje pierwsze oczka wsadem zdobył Kodi Justice. Ostatecznie Śląsk schodził na przerwę, prowadząc 46:39.

Lepsi po wznowieniu gry ponownie byli gospodarze, tym razem za sprawą Łukasza Koszarka. Polski rozgrywający zdobył swoje pierwsze punkty po celnym rzucie z dystansu, a już chwilę później gospodarze zmniejszyli stratę do jednego oczka za sprawą Roberta Johnsona. Na szczęście Trójkolorowych w końcu trafił Kanter, nieco opanowując sytuację na parkiecie. Warszawianie jednak się nie zatrzymywali, a najwięcej szczęścia ponownie przynosiły im rzuty z dystansu. Kolejne trafienia Skificia i Cowelsa zapewniły gospodarzom prowadzenie, mimo skutecznych akcji Justice’a i Kantera.

Koszykarze Andreja Urlepa musieli się obudzić, a było to możliwe dzięki Travisowi Trice’owi. Amerykanin szybko zdobył 4 punkty i nie pozwalał Legii uciec z wynikiem. Przyczynił się również do tego Kolenda, który za sprawą celnych rzutów wolnych ponownie doprowadził do remisu. W kolejnej akcji gospodarze znowu trafili z dystansu, ale ostatnie słowo należało do Trójkolorowych, a konkretnie do D’mitrika Trice’a. Brat Travisa wyprowadził błyskawiczną, indywidualną kontrę, ustalając wynik na 61:60 dla Legii przed ostatnią kwartą.

Warszawianie szybko powiększyli przewagę po wznowieniu gry, ale Śląsk był w stanie wyrównać po trafieniach Meiersa i Ramljaka. Kolejne punkty zdobył Kolenda po swoim firmowym wjeździe pod kosz, a wrocławian na prowadzenie wyprowadził młodszy z braci Trice, trafiając z dystansu. Był to początek przewagi Trójkolorowych, którzy wykorzystywali błędy gospodarzy i nie pozwalali im na wiele w ofensywie. Wrocławianie odpowiadali na każde trafienie Legii, nic nie zmieniła nawet przerwa na żądanie trenera Kamińskiego.

Niedługo po wznowieniu gry na parkiecie pojawił się Travis Trice, który zapewniał wrocławianom kolejne punkty. Najpierw sam trafił do kosza, aby po chwili asystować Dziewie przy akcji 2+1. Po 30 sekundach nasz środkowy ponownie stanął na linii rzutów wolnych, powiększając przewagę Trójkolorowych do 5 punktów. Ostatnie słowo w spotkaniu należało do Ramljaka, który efektownym wsadem ustalił wynik spotkania numer 3. WKS Śląsk Wrocław pokonał Legię w Warszawie 81:74.

Najlepszy na parkiecie był tego dnia Aleksander Dziewa. Reprezentant Polski zdobył 21 punktów i całkowicie zdominował spotkanie w pierwszej połowie. Dwucyfrową liczbę punktów zdobyli także Travis Trice (15) i Kerem Kanter (12). Amerykanin dołożył do tego jeszcze 7 asyst, a Turek był jednym ze sprawców przewagi Trójkolorowych na tablicach (9 zbiórek). Lepsi w tym aspekcie byli tylko Martins Meiers (10) i Ivan Ramljak (10).

– Jesteśmy bardzo zadowoleni, że udało nam się zniwelować stratę po przegranej na własnym parkiecie we Wrocławiu. Legia ma wielu dobrych graczy, których niezwykle trudno zatrzymać. Nie licząc pierwszych pięciu minut trzeciej kwarty, jestem bardzo zadowolony z naszej gry. To jest jednak tylko 2-1 i wciąż potrzebujemy dwóch zwycięstw, by osiągnąć nasz cel. Legia na pewno ma taką samą chęć triumfu, jak my, więc we wtorek będziemy musieli być równie dobrze przygotowani i skoncentrowani – podsumował mecz na konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Cel minimum wykonany – nie przegrywać po meczach w Warszawie. Ale po co ograniczać się do minimum, skoro możemy wrócić do Wrocławia z zaliczką dwóch zwycięstw. Szansa na to już we wtorek, a początek tego spotkania również o 20:40. Wszystkich kibiców ponownie zapraszamy do strefy kibica pod Halą Stulecia – WrocLove Basketball!







Niestety, ale Hala Orbita w tych play-offach wciąż jak zaczarowana. WKS Śląsk Wrocław przegrał z Legią Warszawa 81:85 i remisuje w serii finałowej Energa Basket Ligi 1:1. Naszym najlepszym zawodnikiem ponownie okazał się Travis Trice, który rzucił aż 31 punktów i zebrał 8 asyst.

Po zwycięstwie w Hali Stulecia nastroje wśród kibiców oraz w zespole były bardzo dobre, jednak każdy z zawodników cały czas był skupiony na celu. Powrót do Orbity oznaczał przede wszystkim zmierzenie się ze starymi demonami. Wojskowi właśnie tutaj w półfinale przegrali z Czarnymi Słupsk aż 63 punktami i dzisiaj chcieli zrekompensować wszystkim kibicom tamtą klęskę. Andrej Urlep w bój od pierwszej syreny posłał Travisa Trice’a, Kodiego Justice’a, Ivana Ramljaka, Kerema Kantera oraz Aleksandra Dziewę.

Bardzo dobrze mecz rozpoczął Justice, który przecież w pierwszym meczu miał problemy zarówno ze skutecznością, jak i decyzyjnością. Amerykański rzucający trafił trójkę, a później wykorzystał jeden rzut wolny. Mecz rozkręcał się dość powoli, ale to my od początku dyktowaliśmy warunki gry. Znowu świetną kooperacją wykazywał się duet T. Trice-Kanter. Dla przykładu: Amerykanin posłał świetne podanie na kraniec boiska, a Turek świetnie rzucił zza łuku.

Na duże słowa uznania zasługiwała również nasza gra defensywna. Dwa efektowne bloki w wykonaniu Aleksandra Dziewy oraz Ivana Ramljaka mocno podcięły skrzydła Legionistom, którzy po prawie sześciu minutach gry zdobyli zaledwie dwa punkty. Przyjezdni próbowali odpowiedzieć, ale nie byli w stanie sforsować obrony świetnie dysponowanych wrocławian. Pierwszą kwartę kończyliśmy, okazale prowadząc 21:10.

Na początku drugiej ćwiartki w nasz obóz wkradła się mała nieskuteczność. Nie trafialiśmy z czystych pozycji, ale na posterunku tego dnia był Justice. 27-latek po ośmiu minutach gry miał na koncie 8 punktów i do skuteczności z przodu potrafił dołożyć swoją już klasyczną waleczność w obronie. Mimo to Legia zdołała dojść nas na sześć oczek i w tym momencie przerwę na żądanie wziął Andrej Urlep. Na boisko wróciła pierwsza piątka, która przede wszystkim miała na celu powoli rozpędzającego się Roberta Johnsona.

Warszawianie zaczęli grać lepiej i sprytniej, ale Śląsk cały czas trzymał bezpieczny dystans. Koszarek i spółka dwoili się i troili, ale nasza defensywa była niczym prawdziwa twierdza. To zmuszało rywali do oddawania nieprzygotowanych rzutów, które szybko padały łupem naszych środkowych. W końcu atak wygrywa mecze, a obrona, miejmy nadzieję, mistrzostwo. Niestety nasi defensorzy nie byli w stanie wybronić wszystkiego – Legia w samej końcówce trafiła dwie trójki i Śląsk do przerwy wygrywał już tylko 41:38.

W trzeciej kwarcie Legia na starcie pokazała nam naprawdę niesamowity pokaz koszykówki. Przyjezdni trafili cztery rzuty za trzy i szybko objęli siedmiopunktowe prowadzenie. Travis Trice i spółka musieli szybko brać się do pracy. W pewnym momencie Dariusz Wyka otrzymał karę za niesportowe zachowanie i przez to byliśmy w stanie się zbliżyć do Legii dzięki dwóm celnym rzutom wolnym.

Goście mieli już pięć fauli na koncie i każde ich kolejne przewinienie oznaczało szansę na kolejne rzuty osobiste. Jednak nadzieja nie tliła się długo, gdyż nie potrafiliśmy wykorzystać ich chwilowej niemocy w defensywie. Wojskowi z Warszawy przytomnie kontrolowali wydarzenia boiskowe i na ostatnią kwartę wychodzili z prowadzeniem 68:58.

W czwartej kwarcie ruszyliśmy w pogoń za Legią. Cała Hala Orbita zagrzewała swoich ulubieńców do walki, a na tablicy wyników widniało 60:68 – czyli jeszcze wszystko było w tym spotkaniu możliwe. Na dobre rozkręcił się Travis, który swoimi czteroma skutecznymi rzutami zmniejszył stratę do ledwie jednego oczka. Można powiedzieć, że nasz MVP odpalił istne „God Mode” i w pojedynkę doprowadził do wyniku 72:72.

W końcówce byliśmy świadkami naprawdę wielu emocji i chyba nikt nie był w stanie przewidzieć, jak to spotkanie się skończy. Na półtorej minuty przed końcem Aleksander Dziewa ponownie doprowadził do remisu. Niestety nasza radość nie trwała długo, gdyż niesamowity Robert Johnson szybko zwiększył przewagę swojego zespołu do czterech oczek. Na 42 sekundy przed końcem Urlep poprosił o przerwę na żądanie. Niestety nie udało nam się przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę w nerwowej końcówce i to Legia Warszawa wygrała 88:85.

Do pewnego momentu wydawało się, że mamy mecz pod kontrolą. W defensywie wszystko wyglądało idealnie, jednak Legia w końcu znalazła sposób na jej złamanie. Mimo to, wielkie gratulacje należą się Travisowi Trice’owi. Nasz MVP stanął na wysokości zadania i w pojedynkę dał nam w czwartej kwarcie nadzieję na happy-end. 31 punktów i 8 asyst – tak gra najlepszy zawodnik ligi. Natomiast po stronie gości najlepiej zaprezentował się Abdur-Rakhman, który rzucił 27 oczek, ale na wyróżnienie zasługuje również Robert Johnson z 18 punktami. Legia tego dnia była po prostu konkretniejsza i za to należą się jej gratulacje.

– Rozegraliśmy bardzo dobry początek meczu w pierwszej kwarcie. Utrzymywaliśmy dobry wynik do samej końcówki drugiej ćwiartki. Wtedy pozwoliliśmy rywalom wrócić do gry, a ostatnia trójka po prostu nie miała prawa się zdarzyć. Legia niesamowicie zaczęła trzecią kwartę, trafiając cztery rzuty z dystansu z rzędu, ale tym razem to my wróciliśmy do gry. Niestety w końcówce goście wykorzystali parę trudnych rzutów, my pudłowaliśmy i dlatego przegraliśmy – mówił po meczu trener Śląska, Andrej Urlep.

Trzeci mecz finałowy już w niedzielę o 20:40 w warszawskiej hali OSiR Bemowo. Wszystkich wrocławskich sympatyków koszykówki zapraszamy do strefy kibica WrocLove Basketball znajdującej się na placu pod Iglicą przy samej Hali Stulecia. Strefa jest czynna codziennie od 17:00 do 23:00.







WKS Śląsk Wrocław pokonał Legię Warszawa 76:72 w pierwszym spotkaniu finału Energa Basket Ligi. Trójkolorowi wypracowali sobie przewagę w pierwszej kwarcie, ale goście zdołali odrobić wynik, który był wyrównany już do końca meczu. Ostatecznie szalę zwycięstwa na swoją korzyść przechylili wrocławianie i to oni obejmują prowadzenie w serii!

WKS Śląsk Wrocław po pasjonującej serii z Grupa Sierleccy Czarnymi Słupsk awansował do finału Energa Basket Ligi po raz pierwszy od 18 lat i o miano najlepszej drużyny w Polsce mierzył się ze stołeczną Legią Warszawa. Seria finałowa rozpoczęła się 16 maja o godzinie 20:40 w Hali Stulecia. Na to starcie trener Andrej Urlep posłał do boju wyjściową piątkę: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Inaugurujące punkty w serii zdobył kapitan gości – Łukasz Koszarek – który przy swoim trafieniu z dystansu nadepnął na linię, zdobywając dwa oczka. Chwilę później pierwszy powód do radości dał kibicom w Hali Stulecia Kanter, trafiając po świetnej walce pod koszem. Jego akcja wprowadziła Śląsk na dobre tory i była początkiem świetnej kwarty Trójkolorowych. Już po chwili na prowadzenie wyprowadził wrocławian Dziewa, a po trójce gości do wyniku 6:5 doprowadził Ramljak. Od tego momentu podopieczni trenera Urlepa zaczęli przejmować inicjatywę w spotkaniu, a kolejne trafienie Ivana, rzuty wolne Justice’a i akcja 2+1 Olka ustabilizowały sytuację na parkiecie.

Chwilę później reprezentant Polski dorzucił jeszcze trafienie z dystansu, utrzymując ośmiopunktowe prowadzenie Trójkolorowych. W ostatnich czterech minutach kwarty kibicom przypomniał o sobie Travis Trice. Amerykanin zdobył 9 kolejnych punktów Śląska, wyprowadzając wrocławian na najwyższe jak do tej pory prowadzenie – 25:13. Na zakończenie kwarty trafił jeszcze Łukasz Kolenda, a po ostatniej skutecznej akcji Legii mieliśmy wynik 27:18.

Po krótkiej przerwie prowadzenie Trójkolorowych błyskawicznie podwyższył D’mitrik Trice, który zastąpił na parkiecie swojego brata Travisa. Goście jednak natychmiast wzięli się za odrabianie strat, zdobywając 14 (!) punktów z rzędu. Zaliczyli w tym czasie aż 4 trzypunktowe akcje i wyszli na prowadzenie 32:29. Wrocławianie zdecydowanie przespali początek drugiej kwarty, ale w końcu musieli się obudzić, do czego przyczynił się Kanter.

Turek przywrócił Śląsk do życia i kolejne punkty były tylko kwestią czasu. Następne trafienie zaliczył Ramljak, a po skutecznym haku Dziewy Trójkolorowi wrócili na prowadzenie. Legia jednak cały czas była groźna i mimo trafień T. Trice’a, Ramljaka i Kantera, utrzymywał się wyrównany wynik. W końcówce skuteczniejszy był Śląsk, a po trafieniach Kolendy i Travisa wrocławianie wyszli na prowadzenie 44:43 przed przerwą.

Drugą połowę mocnym akcentem rozpoczęła Legia, gdy z dystansu trafił Robert Johnson. Wrocławianie szybko wyrównali i przez pierwsze minuty trzeciej kwarty obraz gry nie zmieniał się, ponieważ żadna z drużyn nie była w stanie wypracować sobie przewagi. Goście odpowiadali na kolejne punkty T. Trice’a i Dziewy, utrzymując wyrównany wynik. Zmieniło się to za sprawą MVP sezonu zasadniczego, który akcją 2+1 doprowadził do wyniku 55:50.

Wrocławianie utrzymywali prowadzenie dzięki trafieniu Kantera i trzem rzutom wolnym T. Trice’a. Po tych trafieniach Amerykanin miał na swoim koncie już 22 punkty. Chwilę później kolejnym skutecznym wjazdem pod kosz popisał się Kolenda, ale ostatnie słowo w trzeciej kwarcie należało do gości, który zdołali zmniejszyć stratę. Przed ostatnimi dziesięcioma minutami Trójkolorowi prowadzili 62:57.

Pięć punktów przewagi to było jednak o wiele za mało dla wrocławian, którzy błyskawicznie chcieli ustabilizować sytuację w czwartej kwarcie. Podopieczni trenera Urlepa grali po wznowieniu gry jak natchnieni, a skuteczne akcje Dziewy, Justice’a i Kolendy dały Śląskowi prowadzenie 68:57. Goście odpowiedzieli trafieniem z dystansu Raymonda Cowelsa, ale Dziewa i Justice pozostali niewzruszeni i błyskawicznie powiększyli prowadzenie do 12 punktów. Wszyscy w Hali Stulecia wiedzieli jednak, że Legia nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Warszawianie wzięli się za odrabianie strat, poprawiając szczególnie grę w defensywie. Trójkolorowi nie byli w stanie zdobyć punktów przez prawie 5 minut, a goście w tym czasie zbliżyli się na zaledwie 4 oczka. Niemoc wrocławian przerwał w kluczowym momencie Justice, a mimo tego goście na 48 sekund przed końcem doprowadzili do wyniku 74:72. Śląsk potrzebował do szczęścia zaledwie jednej skutecznej akcji, a jej autorem okazał się Ivan Ramljak. Chorwat wykorzystał dwa rzuty wolne, zapewniające Trójkolorowym końcowy sukces. Warszawianie nie wykorzystali ostatniej szansy i pierwsze spotkanie finału zakończyło się ostatecznie wynikiem 76:72 dla WKS-u.

Najskuteczniejszym zawodnikiem w drużynie Śląska był po raz kolejny w tym sezonie Travis Trice. Amerykanin do 22 punktów dołożył także 5 asyst i 10 wywalczonych fauli. Świetny występ zanotował również Aleksander Dziewa. Reprezentant Polski zdobył 18 punktów i zaliczył 7 zbiórek. Na wyróżnienie zasłużył także Ivan Ramljak, zdobywca double-double (10 pkt, 10 zb). Wśród gości najwięcej punktów (24) zdobył Robert Johnson.

– Spodziewaliśmy się trudnego meczu, ale zaczęliśmy go bardzo dobrze. Niestety nie utrzymaliśmy takiego rytmu gry i pozwoliliśmy rywalom wrócić do spotkania. W drugiej połowie obrona obu drużyn stała na bardzo wysokim poziomie. Cieszymy się zwycięstwem, ale to dopiero pierwszy mecz i przed nami jeszcze długa droga do końcowego sukcesu – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Pierwszy krok wykonany! Śląsk triumfuje w Hali Stulecia i obejmuje prowadzenie w serii finałowej. Kolejne spotkanie już w czwartek, 19 maja, tym razem jednak w Hali Orbita. Kibiców, którym nie udało się kupić biletów, zapraszamy do strefy kibica WrocLove Basketball na placu pod Iglicą przy Hali Stulecia. Liczymy na dwupunktową zaliczkę przed podróżą do Warszawy!







Po raz pierwszy od 18 latach jesteśmy w finale Energa Basket Ligi! WKS Śląsk Wrocław w decydującym spotkaniu pokonał Grupa Sierleccy Czarnych Słupsk 81:71 i zwyciężył w całej serii 2:1. Co ciekawe, żadnego z pięciu spotkań nie wygrała drużyna będąca danego dnia gospodarzem.


Do decydującego spotkania w słupskiej Hali Gryfia Trójkolorowi przystąpili w najmocniejszym możliwym składzie. Tym razem trener Andrej Urlep wystawił do gry następującą piątkę: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Początek spotkania stał pod znakiem niecelnych rzutów po obu stronach parkietu. W końcu jednak strzelecką niemoc przełamał Billy Garrett, który trafił za trzy. Zadziałało to pozytywnie na oba zespoły. Dla nas spod kosza zapunktował Kanter, a z kolei prowadzenie gospodarzy powiększył o dwa oczka Anthony Lewis. Radość słupszczan nie trwała jednak długo, bo dzięki punktom T. Trice’a i akcji 2+1 Kantera zrobiło się 7:5 dla WKS-u. Od tej pory to Trójkolorowi przeważali w Gryfii. Trójkami popisali się Ramljak, T. Trice i Justice, ale najwięcej problemów podopieczni Mantasa Cesnauskisa mieli pod koszem. Po tym, jak dwa oczka z faulem zdobył Dziewa, trener Mantas Cesnauskis poprosił o czas.

Niewiele to jednak zmieniło. Kolejne trafienie zanotował Kanter, skuteczny był też Szymon Tomczak. Słupszczanie zdecydowanie przegrywali zbiórkę, a w ataku w zasadzie w ogóle ich nie notowali. Z kolei Śląsk grał swoje i utrzymywał wysokie prowadzenie. W końcówce kwarty zastrzyk energii dał swojej drużynie Jakub Musiał, który trafił za trzy. Wychowanek Śląska nie czekał długo na odpowiedź, bowiem po chwili tej samej broni użył T. Trice i po pierwszych dziesięciu minutach było 28:18 dla Trójkolorowych.

Drugą kwartę Czarni zaczęli z „wysokiego C”, bowiem zza łuku nie pomylił się Beau Beech. I choć już w kolejnej akcji za dwa odpowiedział D’Mitrik Trice, to gospodarze zaczęli przejmować inicjatywę. Za trzy trafił też Garrett, a po punktach Anthony’ego Lewisa Czarni przegrywali już tylko 26:30. Sytuację chwilowo uspokoił Justice, który popisał się efektownym floaterem. Potem jednak celnie z dystansu rzucił Bartosz Jankowski i przy stanie 29:32 trener Urlep był zmuszony poprosić o czas.

Po powrocie na parkiet – dzięki punktom Ramljaka i Trice’a – udawało nam się utrzymać niewielką przewagę. Kolejne ważne trafienie spod kosza zanotował też Kanter, ale słupszczanie nie składali broni i szybko podnosili się po każdym kolejnym uderzeniu Wojskowych. W dużej mierze działo się tak za sprawą skuteczności z dystansu Garetta oraz Beecha. Garrett miał nawet szansę wyprowadzić swój zespół na prowadzenie, ale dość niespodziewanie spudłował z czystej pozycji. Być może było to kluczowe, bo od tego momentu Śląsk zdawał się wygrywać tę wojnę nerwów. Dzięki trójce Kantera chwilowo nawet odskoczyliśmy na siedem punktów, ale ostatecznie po dwóch kwartach było 46:41.

W trzeciej ćwiartce z początku znów oglądaliśmy trochę niecelnych rzutów. Szybciej rytm złapali Czarni, którzy zmniejszyli straty do trzech oczek. Co więcej, wrocławianie wykorzystali limit fauli w zaledwie trzy i pół minuty. Na szczęście ważne punkty w kontrze zdobył Ramljak i udało się minimalnie podwyższyć prowadzenie. Prawdziwy impuls dał jednak Kanter, który po raz kolejny popisał się akcją 2+1 i doprowadził do w miarę bezpiecznego prowadzenia 53:46.

W drugiej części kwarty gra była dość rwana. Oba zespoły lepiej radziły sobie w obronie niż w ataku, a słupszczanom bardzo długo udawało się powstrzymywać T. Trice’a. W końcu jednak MVP fazy zasadniczej oszukał defensywę rywali i trafił za dwa. Potem jeszcze z linii rzutów wolnych oczko dołożył Ramljak, a z półdystansu znów nieomylny był D. Trice i Śląsk wyszedł na prowadzenie 60:50. Czarnym co prawda udało się w końcówce minimalnie zmniejszyć różnicę, ale i tak przed czwartą kwartą prowadziliśmy 62:53.

Jako pierwszy w decydującej ćwiartce punkty zdobył Śląsk, ale zaraz Beech oraz Garrett trafili trójki i przewaga wrocławian zaczęła maleć. Kiedy jednak dość niespodziewanie Garrett nie wykorzystał dwóch rzutów wolnych, Trójkolorowi złapali oddech. Z półdystansu trafił T. Trice i znowu prowadziliśmy dziewięcioma punktami. Czarni atakowali, ale byli nieskuteczni. Szczególnie efektowny i efektywny w obronie był Dziewa, blokujący rywali jak natchniony. Niestety dość szybko wykorzystaliśmy limit fauli i słupszczanie w końcu zmniejszyli różnicę do pięciu oczek. Wtedy zimną krew z kolei zachował Ramljak, który trafił bardzo ważny rzut zza łuku i prowadziliśmy ośmioma punktami.

W ostatnich minutach Czarni skupili się na rzutach za trzy, ale na nasze szczęście większość z nich była niecelna. Z kolei w szeregach Wojskowych fenomenalną kwartę rozgrywał Dziewa, który do świetnej gry pod własnym koszem dołożył też celne rzuty. Gospodarze czuli, że kończy im się czas. Notowali straty, wciąż nie trafiali z dystansu i w efekcie zupełnie utracili kontrolę nad wydarzeniami na parkiecie. Ostatecznie WKS zasłużenie wygrał w Gryfii 81:71 i po 18 latach awansował do finału PLK!

Przewaga Trójkolorowych była widoczna niemal w każdym aspekcie gry notowanym przez statystyków. Śląsk wyraźnie wygrał zbiórkę (40:30), oddał aż 16 rzutów z gry więcej przy podobnej skuteczności i rozdał 13 asyst. Ivan Ramljak zanotował double-double (13 punktów i 10 zbiórek), a blisko tej sztuki byli Kerem Kanter (20 punktów i 9 zbiórek) oraz Aleksander Dziewa (14 punktów i 9 zbiórek). Warto dodać, że Turek nie zszedł z boiska nawet na sekundę, a przez całe spotkanie grał ze spuchniętą kostką. Prawdziwy wojownik!

– Jestem pełen podziwu dla zawodników. To dla nas druga długa seria z pięcioma meczami i oni naprawdę wyciągnęli dziś z siebie ostatnie siły. W Słupsku graliśmy zupełnie inaczej, niż ww Wrocławiu, co odzwierciedlają statystyki. Gratulacje dla graczy, którzy wytrzymali presję. Idziemy do finału! – komentował na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrej Urlep.

Wielkie brawa dla zawodników, którzy doprowadzili klub do największego sukcesu od 18 lat. Wielkie brawa dla sztabu szkoleniowego, który znakomicie przygotował ich do walki. Wielkie brawa dla kibiców, którzy wspierali nas na każdym meczu pomimo odległości dzielącej Wrocław i Słupsk. Dziś czas na świętowanie, a od jutra przygotowujemy się do finałów, które rozegramy z Legią Warszawa. Pierwsze mecze 17 i 19 maja we Wrocławiu!