Blue Flower

WKS Śląsk Wrocław nie dał najmniejszych szans Asseco Arce Gdynia, wygrywając aż 86:63. To bardzo ważne, dziesiąte zwycięstwo w Energa Basket Lidze podopiecznych Andreja Urlepa. Najwięcej punktów dla Trójkolorowych zdobył Kodi Justice, który z ławki rzucił 18 oczek przy skuteczności na poziomie 87%.

 

Po przerwie spowodowanej pozytywnymi wynikami testów na koronawirusa szkoleniowiec Śląska na szczęście mógł już liczyć na wszystkich zawodników swojej drużyny. Trójkolorowi rozpoczęli mecz piątką Travis Trice, Łukasz Kolenda, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Martins Meiers.

Początek spotkania był całkiem udany dla Śląska, w szczególności w defensywie. W przeciągu pierwszych trzech minut udało się obronić kilka akcji oraz zaliczyć dwa odbiory na połowie przeciwnika. Niestety, ale nasi koszykarze początkowo nie byli w stanie wykorzystać nieporadności gdynian przez kiepską skuteczność. Z czasem jednak i ten element gry uległ znacznej poprawie. Bohaterem pierwszych minut był Ivan Ramljak. Wrocławska skała defensywna przez pół kwarty uzbierała aż sześć oczek i trzy zbiórki. Trzeba jednak pochwalić całą drużynę, gdyż od pierwszej syreny bardzo mądrze ustawiała się w obronie. Bezradna Arka cały czas musiała próbować rzucać za trzy, jednak ich skuteczność pozostawiała wiele do życzenia (ledwie 17%). W końcówce pierwszej kwarty zaczęło się pojawiać sporo rozluźnienia, ale całe szczęście na krótką przerwę Śląsk schodził, prowadząc 19:14.

Pierwsze minuty drugiej kwarty to ogromny chaos po obu stronach parkietu. Idealną puentą tego był rzut Jakuba Karolaka, który zamiast w obręcz, trafił w kant konstrukcji tablicy. Tę niemoc w końcu przerwał Kodi Justice, ale Asseco Arka Gdynia nie była dłużna i cały czas nie pozwała się Śląskowi oddalić na więcej niż pięć punktów. Mimo to przyjezdni mieli spory problem. Po czterech minutach zgromadzili aż cztery faule i do końca pierwszej połowy musieli uważać w defensywie, gdyż każde kolejne przewinienie oznaczało bezpośrednio rzuty wolne. Niemniej jednak Arka cały czas trzymała się na powierzchni i utrzymywała dystans. Śląsk miał swoje szanse, ale ponownie zaczęła szwankować skuteczność. Niemoc przełamał Karolak, który ostatnio jest w naprawdę dobrej formie. W końcówce obrona spisała się na medal i pierwszą połowę wrocławianie wygrali 38:29.

WKS Śląsk Wrocław rozpoczął drugą połowę, jak na jedną z najlepszych drużyn w kraju przystało. W ciągu trzydziestu pięciu sekund wrocławianie zaliczyli dwa przechwyty oraz zdobyli sześć punktów i tym samym zyskali bezpieczną przewagę nad rywalami. Kwintesencją świetnej formy zespołu był widowiskowy wsad Ivana Ramljaka po fenomenalnym no-look passie ze strony Kolendy. Chorwat rozkręcił się na tyle, że już akcję później ponownie zapakował piłkę do kosza. Ręce same składały się do oklasków. Już wtedy pojawiały się myśli, że nikt Śląskowi tego zwycięstwa nie zabierze. Z dobrej strony pokazywał się również Kodi Justice, który spotkanie rozpoczął z ławki rezerwowych. 26-latek błyszczał zza łuku i był nieocenionym wsparciem w niemalże każdej akcji ofensywnej. Zespół grał na tyle odważnie i skutecznie, że przewaga w pewnym momencie wzrosła aż do dwudziestu trzech punktów. Bezpieczny dystans pozwolił trenerowi Andrejowi Urlepowi na danie szansy młodemu Kacprowi Gordonowi, który na co dzień błyszczy w rozgrywkach Suzuki 1. Ligi. Śląsk konsekwentnie rozbijał obronę Arki Gdynia i przed ostatnią kwartą prowadził aż 68:43.

Arka Gdynia ewidentnie przybita sytuacją na parkiecie nie miała już takiej woli walki i przez to czwarta kwarta nie stała na tak wysokim poziomie, jak trzy poprzednie. Andrej Urlep jednak nie pozwalał swoim podopiecznym na choćby moment dekoncentracji i po kilku nieudanych akcjach poprosił o czas. Po krótkiej dyskusji Śląsk wrócił na parkiet i pokazał, że nawet przy takiej przewadze nie zamierza odpuszczać ani jednej piłki. Tu ładnym rzutem za trzy popisał się Kolenda, tam Aleksander Dziewa niczym lew walczył pod koszem. Takie zaangażowanie musiało się podobać. Znowu błyszczał Kodi Justice, który oddał w tym meczu osiem rzutów i niemal każdy z nich był celny. Amerykanin z ławki był niczym motor napędowy dla sprawnie działającej maszyny. Maszyny, która od początku do końca prezentowała się lepiej od Asseco Arki Gdynia i pewnie wygrała spotkanie 86:63.

Na tak wyraźną wygraną Śląska duży wpływ miała skuteczna gra w ataku – Trójkolorowi trafili 63% rzutów za dwa i 38% prób za trzy punkty, choć poprawić muszą efektywność na linii rzutów wolnych (tylko 54%). WKS pozwolił rywalom na rozdanie zaledwie 8 asyst, samemu notując ich dwa razy więcej. Na indywidualne wyróżnienia zasłużyli przede wszystkim Ivan Ramljak (13 punktów, 6/8 z gry, 7 zbiórek) i Kodi Justice (18 punktów, 4/5 za 3!). Wśród gości najskuteczniejszy był Jacobi Boykins (17 punktów).

– To był dla nas bardzo trudny mecz. Pomimo niewielkiej ilości treningów przed spotkaniem jestem bardzo zadowolony z energii, jaką dziś pokazaliśmy. Byliśmy skuteczni i zagraliśmy bardzo solidnie. Udało się też oszczędzić kilku zawodników i rozdzielić minuty między większą ilość graczy, co jest kolejnym plusem. Przed nami bardzo trudny kalendarz, ale na pewno będziemy chcieli wygrać wszystkie mecze, jakie nas czekają.

Po budującym i ważnym zwycięstwie na własnym parkiecie czas na europejskie emocje. Już we wtorek w litewskim Poniewieżu Śląsk zmierzy się Lietkabelisem w ramach 7DAYS Euro Cup, a następnie w sobotę zagra w ligowym hicie z Anwilem we Włocławku. Z kolei pomiędzy 25 stycznia a 2 lutego czekają nas aż 4 mecze w legendarnej Hali Stulecia – mini-karnety na to spotkanie możecie już kupować za pośrednictwem serwisu Abilet.pl lub na naszej stronie internetowej w zakładce „KUP BILET”.





Poznaliśmy nowy termin hitowego spotkania 17. kolejki Energa Basket Ligi, które zostało przełożone ze względu na pozytywne przypadki testów na koronawirusa w drużynie WKS-u. Śląsk Wrocław ostatecznie zagra ze Stalą Ostrów Wielkopolski w piątek, 28 stycznia 2022 roku. Godzina meczu nie jest jeszcze znana, natomiast możemy potwierdzić, że zgodnie z pierwotnym planem starcie odbędzie się w legendarnej Hali Stulecia.
 
Szczegóły dotyczące biletów oraz mini-karnetów oraz ich wymiany na vouchery można znaleźć na naszej stronie internetowej wks-slask.eu.

Po 17 latach koszykarski Śląsk Wrocław wrócił do Hali Stulecia! W meczu 8. kolejki 7DAYS EuroCup Trójkolorowi przegrali z Joventutem Badalona 73:87, ale pomimo tego był to niezapomniany wieczór. Stara-nowa arena WKS-u wypełniła się czterema tysiącami kibiców, a na naszych fanów, którzy wspierali zespół fantastycznym dopingiem, czekało mnóstwo atrakcji i wydarzeń towarzyszących.

Jeszcze przed meczem w kuluarach Hali Stulecia kibice mogli kupić repliki koszulek meczowych przy stoisku firmy Spalding oraz odebrać koszulki kibicowskie od Browaru Stu Mostów dodawane do 200 pierwszych zakupionych mini-karnetów. O oprawę spotkania zadbali Paweł Gołębski i DJ Gambit, dzięki czemu nawet godzinę przed meczem w Hali nie można było się nudzić. Do zespołu Wojskowych po kontuzji wrócił Travis Trice i od razu wskoczył do pierwszej piątki, która prezentowała się następująco: Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Atmosfera koszykarskiego święta przy ulicy Wystawowej mogła nieco spętać nogi gospodarzom spotkania. Śląsk zaliczył falstart, przede wszystkim grając bardzo nieskutecznie w ataku i pozwalając na zbyt wiele Hiszpanom. Od pierwszych minut świetnie prezentowali się Vladimir Brodziansky i Guillem Vives – głównie dzięki ich punktom po pięciu minutach przyjezdni prowadzili aż 15:3. Akcja Dziewy i trójka Karolaka odblokowały konto WKS-u i pozwoliły nieco odrobić straty. Brodziansky był jednak w pierwszej kwarcie nie do zatrzymania – Słowak w 10 minut rzucił 13 punktów, a Joventut prowadził 22:10. W ostatniej akcji przed syreną trójkę trafił jeszcze Łukasz Kolenda, dzięki czemu Śląsk tracił już „tylko” 9 oczek.

W krótkich przerwach między kwartami w stronę trybun poleciały koszulki przygotowane wspólnie z Archicom w ramach tak zwanego „T-shirt-time”. Do kibiców wystrzeliwały je maskotki Śląska, Ślęzy i Panthers Wrocław oraz wrocławskiego ZOO. Na parkiecie z kolei wymiana ciosów – na kolejne punkty Karolaka odpowiedział Andres Feliz. Z kolei po akcji 2+1 Simona Birgandera Hiszpanie ponownie mieli 13 oczek przewagi. Trójkolorowi wciąż byli dość bezradni w ataku i po kolejnych paru minutach było już 37:23. Wtedy Śląsk w końcu się przebudził. Kilka skutecznych akcji zaliczył Trice, kolejną trójkę trafił też Karolak. Udało się również zacieśnić szyki obronne. Po drugiej stronie parkietu znów punktował Brodziansky, ale pierwszą połowę celnym rzutem zza łuku zakończył Travis! Po 20 minutach WKS przegrywał 35:40.

W przerwie meczu odbył się konkurs „Mistrzowskie trafienie firmy Tapipol, czyli rzut z połowy za 1000 złotych”. Żaden z trzech uczestników nie zdołał jednak trafić do kosza z środkowej linii boiska. W kuluarach Hali Stulecia najmłodsi kibice mogli z kolei spróbować swoich sił w baskecie pod okiem profesjonalnego trenera – za strefę dla dzieci odpowiadała sekcja koszykówki młodzieżowej WKS Śląska Wrocław. Trzecia kwarta, a zwłaszcza jej początek, to prawdziwy popis Wojskowych. Trójka Karolaka, trójka Trice’a, punkty Dziewy i gospodarze po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie (45:44), a Hala Stulecia była w euforii! Po odpowiedzi Joela Parry Badalona ponownie odskoczyła, ale Trójkolorowi nie zamierzali odpuszczać. Kolejne minuty to walka punkt za punkt, z lekkim wskazaniem na WKS. Fantastyczne zawody rozgrywał Karolak, rozkręcił się Dziewa, a celne rzuty z dystansu dołożyli Justice i Kolenda. Przed ostatnimi 10 minutami Śląsk prowadził 64:63.

Pogoń za rywalem sporo jednak kosztowała naszych ulubieńców, co pokazała czwarta kwarta. W niej niemal od początku do końca dominowali przyjezdni. Trójki Parry i Pepa Busquetsa pozwoliły im odskoczyć, kolejny celny rzut z dystansu, tym razem autorstwa Andresa Feliza, powiększyć przewagę, a punkty Brodzianskiego były gwoździem do trumny. WKS próbował jeszcze wrócić do gry za sprawą trójki Karolaka, ale Joventut nie zamierzał dać się dogonić. Wręcz przeciwnie – podopieczni Carlesa Durana grali pewnie i skutecznie, ostatecznie wygrywając dość wysoko – 87:73.

W statystykach w oczy rzuca się przede wszystkim wyraźna przewaga Joventutu na „deskach” – goście zaliczyli 45 zbiórek przy zaledwie 32 Śląska. Obie drużyny trafiały na wysokiej skuteczności zza łuku (Badalona 42%, Śląsk 41%), ale nieco gorzej z linii – Trójkolorowi spudłowali aż 8 z 21 prób. Podkreślić trzeba też niestety słabą skuteczność Śląska w rzutach za dwa punkty – wyniosła ona zaledwie 38%, a więc była gorsza, niż w rzutach z dystansu. Na wyróżnienie indywidualne bez wątpienia zasłużyli dwaj zawodnicy. Wśród Wojskowych kapitalne zawody rozegrał Jakub Karolak, autor 27 punktów, 6 celnych trójek i 7 zbiórek. W drużynie Joventutu pierwsze skrzypce grał Vladimir Brodziansky. Słowak zanotował aż 29 punktów, dokładając do tego 5 zbiórek.

– Niestety dla nas nie zrobiliśmy tego, co powinniśmy. Nie zatrzymaliśmy ofensywnych zbiórek rywali. I niefortunnie dla nas, w ostatnich sekundach akcji trafili kilka naprawdę ważnych rzutów. To po prostu zabiło naszą wolę walki. Myślę, że Joventut rozegrał bardzo dobry mecz. Nie byliśmy w stanie powstrzymać ich dużych graczy i to było głównym powodem porażki – mówił po meczu trener Śląska, Andrej Urlep.

Pomimo porażki z silnym, hiszpańskim zespołem datę 22 grudnia 2021 roku zapamiętamy na bardzo długo. Po 17 latach wróciliśmy do Hali, którą wielu kibiców Trójkolorowych wciąż uważa za dom swojej drużyny. Wyśmienita atmosfera, mnóstwo atrakcji i przede wszystkim koszykówka na najwyższym poziomie – mamy nadzieję, że w takich okolicznościach będziemy się spotykać jak najczęściej! A następne okazje już lada moment – 27 grudnia do Hali Stulecia zawita Enea Zastal BC Zielona Góra, a 1 stycznia Arged BM Stal Ostrów Wielkopolski. Na hitowych meczach z medalistami mistrzostw Polski bez wątpienia będzie równie emocjonująco – bilety na oba spotkania kupicie pod adresem wks-slask.abilet.pl lub na naszej stronie internetowej w zakładce „KUP BILET”. Pamiętajcie, że wejściówki na poniedziałkowy mecz kupicie taniej w przedsprzedaży tylko do końca czwartku!







W spotkaniu 15. kolejki Energa Basket Ligi WKS Śląsk Wrocław pokonał w hali Orbita Polski Cukier Pszczółka Start Lublin 84:76. Dla Trójkolorowych było to już siódme zwycięstwo z rzędu w krajowych rozgrywkach. Siódemka okazała się szczęśliwa, bowiem ta wygrana zapewniła WKS-owi awans do turnieju o Suzuki Puchar Polski.

W drużynie z Wrocławia niestety ponownie zabrakło kontuzjowanego Travisa Trice’a. Trener Andrej Urlep rozpoczął spotkanie taką samą piątką, jak w Belgradzie – Łukasz Kolenda, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Wynik meczu otworzyli goście, ale już chwilę później odpowiedzieli im wrocławianie. Najpierw Łukasz Kolenda trafił za trzy, a następnie dwa punkty spod kosza zdobył Aleksander Dziewa i po 90 sekundach gry było 5:2 dla Śląska. Olek podwyższył jeszcze prowadzenie WKS-u efektownym floaterem, a po trójce Kodiego Justice’a Śląsk prowadził już 10:2. Trener Tane Spasev zareagował pierwszym w tym meczu time-outem.

Po przerwie akcją 3+1 popisał się Kolenda i gospodarze wciąż bezpiecznie prowadzili. Niestety potem Wojskowi zaczęli oddawać mnóstwo niecelnych rzutów. W efekcie lublinianie zmniejszyli stratę do 4 oczek i przy wyniku 14:10 o czas poprosił trener Urlep. Ożywiło to trochę grę Trójkolorowych. Efektownym blokiem popisał się Ramljak, a spod kosza dwukrotnie trafił Martins Meiers. Na dwie minuty przed końcem kwarty było jednak tylko 18:17. Wtedy na nasze szczęście rzutem za trzy popisał się Kanter i znów złapaliśmy trochę oddechu. Ostatecznie Śląsk wygrał pierwszą kwartę 23:17.

Na początku drugiej kwarty za dwa trafił Justice, ale potem przez ponad minutę żaden z zespołów nie mógł znaleźć drogi do kosza. Jako pierwsi przełamali się goście i w krótkim czasie zdobyli 5 oczek. W pewnym momencie Śląsk miał tylko punkt przewagi, ale wtedy bardzo ważną trójkę trafił Justice. Mecz się wyrównał, oba zespoły szły cios za cios. W połowie kwarty było 32:28 dla gospodarzy. Wrocławianie razili nieskutecznością, co pozwalało gościom na utrzymanie kontaktu. Szczególnie groźny był Cleveland Melvin, który w niecałe półtorej kwarty zdobył aż 12 punktów.

W końcówce kwarty indolencja rzutowa gospodarzy w końcu się zemściła. Pszczółka Start najpierw doprowadziła do remisu, a następnie za sprawą trójki Tweety’ego Cartera wyszła na prowadzenie. Podopieczni Urlepa byli w lekkim szoku i nie potrafili odpowiednio zareagować. Na około minutę przed końcem pierwszej połowy przegrywaliśmy pięcioma oczkami. Stratę do rywali zniwelował Ramljak, który trafił dwa rzuty wolne. Niestety Elijah Wilson odpowiedział kolejną trójką i lublinianie prowadzili już sześciom punktami. Ostatni akcent pierwszej połowy należał jednak do Kolendy, który równo z syreną trafił z półdystansu. Pierwsza połowa zakończyła się niespodziewanym prowadzeniem gości 43:40.

Druga z kolei zaczęła się od dwóch punktów Jimmiego Taylora. Wrocławianie odpowiedzieli za sprawą Dziewy. Lublinianie prowadzili, ale punkty Kantera i Ramljaka w dość krótkim odstępie czasowym dały nadzieję na to, że znów złapiemy swój rytm. Po trójce Turka w końcu wróciliśmy na prowadzenie – 49:48. Co prawda po chwili kolejne dwa oczka hakiem zdobył Wilson, ale zaraz potem w bardzo podobny sposób trafił Dziewa i zrobiło się 51:50. Kluczowym momentem kwarty była efektowna trójka Justice’a, która dała nam czteropunktowe prowadzenie. Reakcja gości? Czas dla trenera Spaseva.

Niestety rozmowa z zawodnikami podziałała. W drugiej części trzeciej kwarty lublinianie najpierw odrobili cztery punkty straty, a następnie wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Na szczęście znów dał o sobie znać Kanter, który kolejny raz trafił za trzy i ponownie prowadziliśmy. Różnicę powiększył Jakub Karolak, który najpierw pewnie wykonał dwa rzuty wolne, a następnie popisał się przepięknym wsadem. Na koniec jeszcze dwa oczka dorzucił Meiers. Przed ostatnią ćwiartką prowadziliśmy 63:56, a końcówka trzeciej kwarty okazała się kluczowym momentem meczu.

Siedem punktów przewagi nieco uspokoiło kibiców, ale droga do zwycięstwa wciąż była długa. Tym bardziej, że czwartą kwartę otworzyli goście – za dwa z wyskoku trafił Taylor. Potem oba zespoły poszły cios za cios, ale po rzucie z półdystansu Kacpra Gordona znów prowadziliśmy siedmioma punktami, a dokładnie 67:60. O kolejne dwa oczka przewagę WKS-u zwiększył Ramljak. Świetną serię gospodarzy ukoronował kolejny wsad Karolaka.

Na półmetku czwartej kwarty z wyskoku trafił Dziewa, a następnie za trzy Ramljak i lublinianie musieli odrabiać już dwunastopunktową stratę. Wrocławianie nie chcieli jednak ryzykować czarnego scenariusza i Dziewa pewnie wykonał rzuty wolne, zwiększając różnicę do czternastu oczek. Goście nie składali broni, ale nie umieli zatrzymać rozpędzonego zespołu Śląska. Co prawda w końcówce odrobili kilka punktów podczas obecności na parkiecie młodych rezerwowych WKS-u, ale ostatecznie Śląsk zwyciężył 84:76.

Mecz z ostatnim w tabeli Startem był z gatunku tych, które trzeba wygrać – choć bez wątpienia na takie spotkanie ciężko zmobilizować się tak samo, jak na starcia z Partizanem Belgrad czy Joventutem Badalona. Trójkolorowi zadanie jednak wykonali, w głównej mierze dzięki równej grze najważniejszych zawodników. Wszyscy gracze pierwszej piątki zanotowali dwucyfrowe zdobycze punktowe, a swoje trzy grosze dorzucili też rezerwowi wchodzący z ławki. Kerem Kanter zakończył mecz z double-double (15 punktów, 10 zbiórek), a 14 punktów i 7 asyst zanotował Łukasz Kolenda. Cichym bohaterem spotkania był jednak Ivan Ramljak, który po raz kolejny otarł się o triple-double, notując 11 punktów, 9 zbiórek i 8 asyst!

– Spodziewaliśmy się trudnego meczu, bo to był dla nas naprawdę wymagający tydzień z wyjazdami do Belgradu i Radomia. Ponadto z kontuzją zmaga się Travis Trice, którego zabrakło w dwóch ostatnich spotkaniach. Duży szacunek należy się moim zawodnikom, którzy pomimo tych okoliczności dali z siebie maksimum. Zaczęliśmy bardzo zmotywowani, ale później ta energia trochę opadła. Start zagrał dobry mecz, rywale trafili parę trudnych rzutów. Myślę, że w drugiej połowie jednak poprawiliśmy obronę i dzięki temu wygraliśmy – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Andrej Urlep.

W połowie października Śląsk legitymował się bilansem 2-6. Ciężko było wtedy spodziewać się, że Wojskowi zdołają wskoczyć do pierwszej siódemki tabeli na koniec pierwszej rundy sezonu zasadniczego i awansują do turnieju o Suzuki Puchar Polski. Trener Andrej Urlep odmienił jednak grę wrocławskiej drużyny i dzięki siedmiu zwycięstwom z rzędu rzutem na taśmę zakwalifikowaliśmy się do lutowych zmagań w Lublinie. Obecnie WKS zajmuje 5. miejsce w tabeli i jest na czele grupy pościgowej, która goni Stal, Anwil, Czarnych i Twarde Pierniki. Co dalej przed naszą drużyną i jej kibicami? Wielkie emocje i wielki powrót do Hali Stulecia! Już w środę mecz w ramach 7DAYS EuroCup z Joventutem Badalona, a następnie ligowe potyczki z Zastalem Zielona Góra i Stalą Ostrów Wielkopolski. Tylko do końca niedzieli kupicie tańsze bilety – nie może was zabraknąć przy ulicy Wystawowej!





WKS Śląsk Wrocław po niesamowicie emocjonującym meczu przegrał na wyjeździe z Partizanem Belgrad 73:75. Skazywani na porażkę Trójkolorowi przez cały mecz walczyli z faworytem jak równy z równym, a półtorej minuty przed końcem meczu prowadzili pięcioma punktami. Ostatnie akcje przechyliły szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy, ale kibice z Wrocławia bez wątpienia mogli być dumni z postawy swoich ulubieńców na gorącym terenie w Serbii.

Do arcytrudnego spotkania z Partizanem WKS przystąpił bez swojego lidera – z powodu kontuzji we Wrocławiu zostać musiał Travis Trice. W zaistniałej sytuacji Andrej Urlep desygnował do gry piątkę Łukasz Kolenda, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Już początek meczu okazał się zaskakująco dobry w wykonaniu Trójkolorowych. Justice trafił trójkę, a punkty zdobywali też Ramljak, Dziewa i Kanter. Wrocławianie grali bardzo skutecznie w obronie, dzięki czemu po czterech minutach prowadzili 9:5. Przewaga wzrosła nawet do siedmiu punktów (15:8) po znakomitym fragmencie Aleksandra Dziewy, który dwukrotnie wykończył akcje drużyny spod kosza. Niekorzystny wynik i time-out Zeljko Obradovicia podziałał na Serbów jak płachta na byka. WKS przez ostatnie 4 minuty i 45 sekund pierwszej kwarty nie zdobył już ani punkty, a gospodarze zaliczyli run… 14-0. Kilka punktów z rzędu zdobył Yam Madar, a z dystansu trafili Uros Trifunović i Gregor Glas. W międzyczasie cenne minuty na gorącym parkiecie zaliczył Kacper Gordon, ale po 10 minutach to Partizan prowadził 22:15.

Na początku drugiej kwarty niestety trwała niemoc punktowa Trójkolorowych, którą przerwał skutecznym wejściem pod kosz Langevine. Przewaga gospodarzy nadal jednak rosła, a dobry fragment zaliczył Balsa Koprivica, który popisał się efektownym dunkiem. Na tablicy wyników widniał rezultat 30:17, a trener Urlep zdecydował się wymienić niemal całą piątkę będącą na boisku. Zmiany przyniosły oczekiwany skutek – dwa rzuty wolne trafił Kolenda, a Ramljak po przechwycie był niesportowo faulowany; WKS zamienił posiadanie na kolejne punkty Łukasza. Konto Partizana odblokował celną trójką Zach LeDay, przywracając swojej drużynie dziesięciopunktowe prowadzenie. Chwilę później z dobrej strony pokazał się Martins Meiers, który trafił z półdystansu i efektownie zablokował Trifunovicia. Kapitalnym wjazdem pod kosz zakończonym wsadem zaimponował z kolei Ivan Ramljak. Wojskowi znów zacieśnili szeregi obronne i po skutecznych akcjach Langevine’a oraz Ivana zmniejszyli straty do sześciu oczek. Na dodatek pierwszą połowę kapitalnym rzutem za trzy zakończył Kodi Justice i do szatni schodziliśmy przegrywając z Partizanem zaledwie dwoma punktami – 35:37.

Tym razem to WKS zaliczył serię ośmiu punktów z rzędu na koniec kwarty i na trzecią część gry mógł wychodzić ze sporymi nadziejami. Ta zaczęła się od celnej trójki Trifunovicia, ale WKS nie odpuszczał. Co prawda tylko jeden z czterech rzutów wolnych wykorzystali Langevine i Kanter, ale Ivan Ramljak tego dnia momentami był nie do zatrzymania. Zbiórki w ataku, dwukrotnie punkty spod kosza i blok na Koprivicy – głównie dzięki Chorwatowi przegrywaliśmy zaledwie 40:42. Rzut z dystansu Gregora Glasa i łatwe punkty Trifunovicia pozwoliły jednak odskoczyć na siedem punktów Partizanowi, który bezlitośnie wykorzystał słabszy moment w ataku przyjezdnych. Niemoc Śląska przełamał punktami spod kosza Meiers, ale skutecznym wjazdem odpowiedział Glas. Chwilę później z kolei to Łukasz Kolenda bardzo efektowną akcją skontrował celny rzut z dystansu LeDay’a. Końcówka kwarty znów należała jednak do WKS-u! Najpierw akcją 2+1 popisał się Kanter, a kilka sekund przed syreną znakomitym rzutem za trzy z odskoku zaimponował Kolenda! Przed ostatnią kwartą Partizan prowadził ze Śląskiem tylko 54:52!

Czwartą część gry punktami spod kosza otworzył LeDay, a tym samym odpowiedział po drugiej stronie parkietu Dziewa. Po chwili Amerykanin znów trafił – tym razem z półdystansu – ale po dwóch minutach gry gospodarze mieli na koncie już trzy przewinienia przy ani jednym Śląska. WKS miał szansę nawet wyjść na prowadzenie przy stanie 56:58, ale po stracie Ramljaka wsad zaliczył Trifunović. Serb powstrzymywany przez Ivana przewrócił się jednak w bardzo niefortunny sposób – punkty przypłacił rozciętym łukiem brwiowym, a sędziowie odgwizdali faul niesportowy Chorwata. Trójkolorowi nie zamierzali się jednak poddawać. Kolejną znakomitą akcją z faulem popisał się znakomity tego dnia Kanter, jednak Partizan błyskawicznie odpowiedział. Duży błąd w defensywie Śląska wykorzystał Smailagić, który zapakował na pusty kosz. Następnie celne rzuty zza łuku zanotowali Dallas Moore i Jakub Karolak, utrzymując status quo – pięć minut przed końcem meczu Serbowie prowadzili 66:63.

Cztery minuty przed końcem WKS wyrównał stan meczu! Spod kosza trafił Dziewa, a kolejną akcję 2+1 zanotował Kanter. Na tablicy było 68:68. Chwilę później Jakub Karolak przestrzelił zza łuku, piłka trafiła w ręce Dziewy, który pod presją zegara musiał oddać ją na obwód do Kantera. Kerem rzucił za trzy równo z syreną i trafił! 2 minuty i 48 sekund przed końcem spotkania Śląsk prowadził 71:68! Po chwili przewaga wzrosła do aż pięciu oczek po kolejnych punktach Kantera. Nadzieje w serca kibiców Partizana wlał Avramović, ale w kolejnych akcjach gospodarze byli nieskuteczni i 38 sekund przed końcem meczu Śląsk prowadził 73:70 i był w posiadaniu piłki. Kolenda spudłował jednak floatera, a po piątym faulu Dziewy dwa rzuty wolne na punkty zamienił Nemanja Dangubić. Śląsk jednak wciąż miał wszystko w swoich rękach – punkt przewagi i piłkę na 20 sekund przed końcem spotkania. Wtedy jednak bardzo kosztowną stratę zanotował Karolak, piłkę przejął LeDay, a Dangubić dobił niecelny rzut Trifunovicia i wyprowadził gospodarzy na jednopunktowe prowadzenie. Śląsk mógł przeprowadzić jeszcze akcję na zwycięstwo, na którą pozostało mu 5 sekund. Łukasz Kolenda zaatakował kosz, jednak będąc powstrzymywanym przez rywala nie trafił do celu, a sędziowie nie zdecydowali się odgwizdać przewinienia. Ostatecznie Partizan wygrał ze Śląskiem 75:73.

 

 

Choć nie udało się dowieźć wygranej do końca, grający w wąskiej rotacji zawodnicy Śląska zasłużyli na duże słowa uznania. Szczególnie należy wyróżnić kilku z nich. Kerem Kanter rozegrał swój chyba najlepszy mecz w sezonie, notując 21 punktów, 8 zbiórek i wymuszając 7 fauli. Pomimo silnego przeciwnika na swoim bardzo wysokim poziomie zagrali Ivan Ramljak (12 punktów i 8 zbiórek) i Aleksander Dziewa (12 punktów i 7 zbiórek). Pod nieobecność Travisa Trice’a pewnością siebie i spokojem imponował Łukasz Kolenda (9 punktów i 8 asyst). Całą drużynę WKS-u należy z kolei pochwalić za bardzo dobrą grę w obronie – Partizan trafił tylko 49% rzutów z gry i 26% zza łuku i minimalnie przegrał zbiórkę (42-43). Obie drużyny zanotowały po 15 przechwytów i 4 bloki.

– Nie widziałem tego jeszcze na wideo, ale myślę, że w ostatniej akcji meczu byłem faulowany. Tak czy siak nie powinniśmy jednak pozwolić wygrać przeciwnikom, bo mieliśmy kilka punktów przewagi przed ostatnimi dwiema minutami. Dziś czułem się naprawdę dobrze na tak dużej arenie i w tak ważnym meczu. Bardzo chciałem oddać ostatni rzut i wygrać dla nas mecz. Nie udało się, ale ten mecz to było doświadczenie, które na pewno zaprocentuje w przyszłości. Atmosfera była niesamowita, a gra przed taką publicznością była czystą przyjemnością – oceniał na gorąco Łukasz Kolenda.

Z jednej strony wielki żal nieudanej końcówki i zwycięstwa, które było na wyciągnięcie ręki naszych zawodników. Z drugiej strony przed meczem nikt nie przewidywał, że Trójkolorowi do ostatniej akcji będą bić się o zwycięstwo w Stark Arenie. Śmiało można powiedzieć, że był to najlepszy występ WKS-u w obecnym sezonie, a od niezwykle silnego przeciwnika wrocławianie ani trochę nie odstawali. Pozostaje nam jedynie podziękować Wojskowym za znakomity mecz i wielkie emocje oraz czekać na kolejne zwycięstwa w 7DAYS EuroCup. Po takim występie jesteśmy pewni, że te – prędzej czy później – przyjdą, a podopieczni Andreja Urlepa są w stanie awansować do fazy play-off. Co czeka nas w najbliższym czasie? Maraton meczów domowych, i to nie byle jakich. W sobotę w hali Orbita Śląsk zagra z Polski Cukier Pszczółka Startem Lublin, a w przyszłą środę zmierzy się z Joventut Badalona podczas wyczekiwanego powrotu do słynnej Hali Stulecia! Następnie czekają nas mecze ligowe przy ulicy Wystawowej z silnymi rywalami z Zielonej Góry i Ostrowa Wielkopolskiego.

Śląsk Wrocław wygrał pierwszy mecz w rozgrywkach 7DAYS EuroCup i w środowy wieczór pokonał w hali Orbita niemiecki Hamburg Towers 87:71! Trójkolorowi przez całe spotkanie grali bardzo walecznie i żywiołowo, dzięki czemu ich przewaga momentami wynosiła nawet ponad 20 punktów. Podopieczni Andreja Urlepa awansowali na 8. miejsce w tabeli premiowane awansem do fazy play-off.

Starcie w hali Orbita z zespołem Hamburga miał być idealną szansą na pierwsze zwycięstwo Śląska w EuroCupie. Gra wrocławian z meczu na mecz wyglądała coraz lepiej, a po bolesnej porażce we Włoszech Trójkolorowi wychodzili na parkiet niezwykle głodni zwycięstwa. Wrocławianie rozpoczęli spotkanie w zestawieniu Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Kerem Kanter i Aleksander Dziewa.

Po 60 sekundach bez trafienia goście otworzyli wynik, lecz chwilę później pierwsze punkty dla Śląska zdobył niezawodny Aleksander Dziewa. Najlepiej ze wszystkich wszedł jednak w mecz Kodi Justice. Jego dwa trafienia z dystansu oraz dobra gra w obronie wrocławian sprawiła, że po 4 minutach na tablicy widniał wynik 9:3. W kilku kolejnych akcjach goście z Hamburga zaczęli trafiać, ale na ich punkty skutecznie odpowiadali ponownie Dziewa i  Justice, utrzymując tym samym prowadzenie Śląska. Na 40 sekund przed końcem kwarty swoje pierwsze punkty zdobył Kerem Kanter, po czym zaliczył zbiórkę w defensywie. To dzięki jego akcjom Wojskowi wyszli na 4-punktowe prowadzenie w końcówce pierwszej partii.

Drugą kwartę świetnie rozpoczął Łukasz Kolenda. Rozgrywający Śląska zdobył swoje pierwsze punkty w meczu oraz popisał się wyśmienitą asystą do Jakuba Karolaka, którego trafienie doprowadziło do wyniku 23:16. Goście szybko zmniejszyli stratę do dwóch punktów, ale Śląsk, a szczególnie Kodi Justice, pozostawał skuteczny w ofensywie. Amerykanin miał w połowie drugiej kwarty już 14 oczek na swoim koncie. Coraz pewniejszy w swoich poczynaniach na parkiecie był także Travis Trice. Jego trafienie z dystansu zwiększyło prowadzenie Trójkolorowych do 12 punktów. Na dwie minuty przed końcem przypomniał o sobie Kerem Kanter, zdobywając 5 punktów w przeciągu 30 sekund. Wynik do przerwy ustalił Travis Trice, wykorzystując dwa rzuty wolne, a po jego trafieniach na tablicy widniał wynik 47:33.

Drugą połowę zdecydowanie lepiej zaczęli goście i bardzo szybko zmniejszyli stratę do 8 punktów, co zmusiło Andreja Urlepa do poproszenia o przerwę. Po wznowieniu gry Śląsk o wiele lepiej się bronił, a trafienia Kantera i Trice’a doprowadziły do wyniku 51:39. Koszykarze z Hamburga z czasem zaczęli dochodzić do głosu, ale na ich poczynania odpowiadali: dwukrotnie Ivan Ramljak oraz Travis Trice po przechwycie i fantastycznej akcji “2+1”. Na 4 minuty przed końcem trzeciej kwarty na boisku pojawili się Łukasz Kolenda oraz Jakub Karolak i ponownie dali o sobie znać kibicom w hali Orbita. Pierwszy asystował, drugi trafił zza łuku i Śląsk prowadził 62:47. Wynik przed ostatnią partią ustalił w ostatniej sekundzie, cudownym buzzer-beaterem z połowy boiska, Travis Trice!

Trójkolorowi wyszli na ostatnią kwartę bardzo pewni siebie. Goście często się mylili, za to bezwzględni pozostawali Dziewa i Trice, a po ich trafieniach Śląsk prowadził już 75:53. Swój powrót na boisko zaznaczył dobitnie Kolenda, który wykorzystał 4 rzuty wolne w przeciągu 30 sekund. Koszykarze z Hamburga nie byli w stanie odpowiedzieć na poczynania wrocławian, a poza nieskutecznością ich dużym problemem był szybko wykorzystany limit fauli. Kolejne punkty dla Śląska zdobył Dziewa, który po wykorzystaniu podania od Ramljaka miał na swoim koncie już 13 oczek. Chorwat, do asysty dołożył także trafienie z rzutu wolnego i Trójkolorowi prowadzili już 84:68. Punktowanie w meczu zakończył Aleksander Dziewa, trafiając z dystansu i tym samym ustalając wynik spotkania na 87:71.

Śląsk w meczu z Hamburgiem miał wyraźną przewagę na deskach (48-38 w zbiórkach), rzucał na bardzo dobrej skuteczności zza łuku (13/33, 39%) i pozwolił tylko 7 razy stanąć rywalom na linii rzutów wolnych. Znakomite zawody rozegrał Travis Trice, który zanotował 18 punktów i 9 asyst, a do tego wymusił 7 fauli i bardzo rozważnie prowadził grę WKS-u w kluczowych momentach meczu. Kolejny dobry występ ma na swoim koncie także Aleksander Dziewa, który zakończył spotkanie z double-double (18 punktów, 10 zbiórek). Dwucyfrową liczbę punktów przekroczył również Kodi Justice, autor 15 oczek. 9 punktów i 11 asyst zaliczył Kerem Kanter.

– Ta wygrana to efekt pracy, którą wszyscy gracze włożyli w mecz. Hamburg nie wykorzystał swoich mocnych stron, natomiast my byliśmy lepsi w tym, co można uważać za ich atuty i to dało nam zwycięstwo. Nie jestem zadowolony ze zbyt wielu strat i kilku pospiesznych rzutów. W naszej drużynie wciąż trwa jednak proces nauki wielu rzeczy i mam nadzieję, że do końca sezonu będzie już tylko lepiej – mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Śląsk Wrocław od początku do końca kontrolował przebieg spotkania z Hamburgiem, nie pozwalając gościom na odrobienie wyniku. Szczególnie dobra druga kwarta wprowadziła spokój w poczynania Wojskowych, a trzecia partia i buzzer-beater Trice’a właściwie rozstrzygnęły losy spotkania. Trójkolorowi udowodnili, że są w stanie rywalizować w Europie i z pewnością nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa w walce o awans do play-offów. W niedzielę Śląsk zagra w Radomiu, a kolejny mecz w 7DAYS EuroCup już za tydzień, gdy wrocławianie zmierzą się z Partizanem w Belgradzie. Wierzymy, że było to pierwsze, ale nie ostatnie zwycięstwo na europejskich parkietach!



Po piątkowej wygranej seria Śląska Wrocław w Energa Basket Lidze wygląda już dość pokaźnie. Czas najwyższy, aby w końcu przełamać się również w rozgrywkach 7DAYS EuroCup. Najbliższe starcie wydaję się być do tego dobrą okazją, ponieważ do Wrocławia przyjedzie niemiecki zespół Hamburg Towers, który na razie także nie prezentuje się najlepiej w tych zmaganiach. Początek spotkania w środę o godzinie 18:45; transmisja w Polsacie Sport Extra.

Drużyna z Hamburga to jedna z nowszych ekip na koszykarskiej mapie Niemiec. Klub został założony w 2013 roku, a rok później po raz pierwszy wystąpił w rozgrywkach krajowych. Dzięki dzikiej karcie Towers zmagania rozpoczęli od razu od ligi ProA (2. poziom rozgrywkowy), gdzie już w pierwszych dwóch sezonach zespół dwa razy awansował do play-offów. W nich jednak nie radził sobie już tak dobrze i odpadał w ćwierćfinałach. Sezon 2018/19 okazał się być tym kluczowym, kiedy to niemiecki klub w końcu spełnił cel, jakim był awans do Bundesligi. Wtedy hamburczycy pod wodzą Mike’a Taylora najpierw zajęli czwarte miejsce w sezonie zasadniczym, a następnie w finale pokonali Nürnberg Falcons BC.

W pierwszym sezonie w najwyższej klasie rozgrywkowej Towers zapłacili tak zwane frycowe. Kiedy liga w marcu została przerwana z powodu koronawirusa niemiecka drużyna zajmowała ostatnie miejsce w tabeli z bilansem 3-17. Władze Bundesligi postanowiły jednak, że przez szczególne okoliczności nie dojdzie do spadków, przez co drużyna z Hamburga się utrzymała. Po rozczarowujących wynikach, z klubem pożegnał się jednak ówczesny selekcjoner reprezentacji Polski Mike Taylor. W poprzednim sezonie nasz najbliższy rywal radził sobie już znacznie lepiej, między innymi po raz pierwszy w historii awansując do play-offów. W ćwierćfinale hamburczycy musieli już jednak uznać wyższość Alby Berlin, późniejszego mistrza Niemiec.

W tym roku Hamburg po raz pierwszy został zaproszony do gry w europejskich pucharach. Na dodatek niemiecki zespół od razu dostał możliwość zaprezentowania się w prestiżowym EuroCupie. Na razie podopieczni Pedro Callesa wygrali w tych rozgrywkach tylko jedno spotkanie z Lietkabelisem Panevezys. Znacznie lepiej drużyna radzi sobie na krajowym podwórku. Po przerwie na mecze reprezentacyjne Towers zaliczyło kolejną cenną wygraną. Po bardzo ofensywnym meczu hamburczycy pokonali Löwen Braunschweig 103:92. Tym samym z bilansem 6-3 zajmują oni aktualnie czwarte miejsce w Bundeslidze.

Liderami zespołu są w tym sezonie Amerykanie Caleb Homesley i Jaylon Brown oraz Estończyk Maik Kotsar. Ten ostatni jednak dopiero niedawno wrócił do gry po ostatnich problemach z ramieniem. Bardzo ważną rolę w drużynie pełnią również najlepsi niemieccy koszykarze Robin Christen i Justus Hollatz. Drugi z wymienionych zawodników jest jedną z największych nadziei niemieckiej koszykówki. W poprzednim sezonie Hollatz został wybrany najlepszym młodym zawodnikiem Bundesligi. Poza tym 20-latek odgrywa też już coraz ważniejszą rolę w reprezentacji narodowej. Podczas ostatniego okienka Justus w obu spotkaniach niemieckiej kadry wychodził w pierwszej piątce, zdobywając w nich w sumie 17 punktów.

Śląsk, podobnie jak drużyna z Hamburga, bardzo efektownie wróciła do rywalizacji ligowej. Wrocławianie już przed przerwą reprezentacyjną złapali dobry rytm i zaczęli odwracać swój bardzo niekorzystny bilans z początku sezonu. Dzięki czterem zwycięstwom z rzędu nadrobili już znaczną część strat do rywali. Po przerwie nie zamierzają się jednak zatrzymywać, czego dowodem był piątkowy mecz w Orbicie. WKS od początku do końca kontrolował spotkanie z PGE Spójnią Stargard, które ostatecznie wygrał 105:90. Tym samym Trójkolorowi mogą się aktualnie pochwalić serią pięciu kolejnych wygranych.

Korzystne wyniki są też oczywiście odzwierciedleniem znacznie lepszej gry w ostatnich kilku tygodniach. Od kiedy do klubu przyszedł Andrej Urlep diametralnie poprawiła się gra Śląska zarówno w obronie, jak i w ataku. O ile w defensywie na przestrzeni całego spotkania zdarzają się jeszcze pewne przestoje i niedociągnięcia, tak w ofensywie Śląsk w ostatnim czasie naprawdę imponuje. W końcu widać w drużynie odpowiednie zgranie i chęć do zespołowej gry, czego efektem było między innymi 30 asyst przeciwko GTK czy też rekordowe 36 asyst przeciwko Spójni. Następnie świetną pracę kolegów wykańczać mogą chociażby Travis Trice na obwodzie lub też Aleksander Dziewa pod koszem.

– Musimy zagrać swoją koszykówkę, czyli zagrać twardo w obronie, żeby nie dać się otworzyć ich najlepszym zawodnikom oraz poprawnie w ataku. Na pewno jest jakaś frustracja, że nie wygraliśmy w EuroCupie jeszcze żadnego meczu, lecz teraz mamy spotkanie z zespołem z Hamburga, które jest dla nas najlepszą szansą, żeby zaliczyć to pierwsze zwycięstwo. Przede wszystkim liczy się teraz skupienie i pełna koncentracja na najbliższym rywalu – tak przed starciem z Hamburg Towers mówi Dziewa.

Mimo falstartu na początku sezonu, Trójkolorowi zaczęli wygrywać w Energa Basket Lidze i przez to ich pozycja w tabeli wygląda coraz lepiej. Teraz nadszedł czas, aby to samo zrobić w europejskich pucharach i w końcu poprawić swoją nieciekawą sytuację w rozgrywkach 7DAYS EuroCup. Śląsk jest ostatnią drużyną, która nie wygrała jeszcze żadnego spotkania, jednak może się to zmienić już w tę środę, kiedy to w Orbicie wrocławianie podejmą również nie najlepiej spisujący się Hamburg Towers. Liczymy, iż nasi kibice po raz ostatni licznie wypełnią halę przy ul. Wejherowskiej podczas meczu EuroCupu, zanim zmagania te przeniosą się do Hali Stulecia.

Koszykarze Śląska Wrocław wygrali po raz piąty z rzędu w Energa Basket Lidze i po raz drugi z kolei przekroczyli barierę 100 zdobytych punktów. Tym razem podopieczni Andreja Urlepa pokonali PGE Spójnię Stargard 105:90, kontrolując przebieg spotkania od pierwszej do ostatniej kwarty. Kolejny świetny występ zanotował Aleksander Dziewa, który zdobył 26 punktów.

Do piątkowego starcia w 13. kolejce Energa Basket Ligi WKS przystępował w niemal najmocniejszym zestawieniu. Brakowało jedynie zmagającego się z lekkim urazem kolana Cyrila Langevine'a, którego w składzie zastąpił debiutujący na parkietach PLK Martins Meiers. Z kolei w miejsce Jana Wójcika do meczowej dwunastki wskoczył Szymon Tomczak. Znalazł się w niej także Łukasz Kolenda, który jednak nie wyszedł na parkiet z powodu drobnych problemów zdrowotnych, których nabawił się podczas zgrupowania reprezentacji Polski. Wrocławianie przystępowali do meczu w roli faworyta nie tylko dlatego, że mecz rozgrywany był we wrocławskiej hali Orbita, ale również dlatego, że mieli za sobą serię czterech zwycięstw z rzędu. Z kolei przyjezdni ze Stargardu mieli na koncie dwie porażki z kolei, w tym bardzo wysoko na własnym parkiecie z Zastalem (53:96). Podopieczni Andreja Urlepa chcieli więc zapisać na swoim koncie piąte zwycięstwo z rzędu, natomiast zawodnicy Marka Łukomskiego liczyli na przełamanie.

Trójkolorowi mecz rozpoczęli w następującym zestawieniu: Travis Trice, Kodi Justice, Ivan Ramljak, Michał Gabiński oraz Aleksander Dziewa. Pierwsza piątka stargardzian to natomiast to Tomasz Śnieg, Daniel Szymkiewicz, Admon Gilder, Justin Gray i Piotr Niedźwiedzki. W mecz lepiej weszli goście, którzy po punktach Szymkiewicza objęli prowadzenie. Na jego akcję odpowiedział rzutem z półdystansu Trice, ale po chwili Spójnia ponownie wróciła na prowadzenie, a po niespełna półtorej minuty prowadziła już 6:2.

WKS jednak stosunkowo szybko złapał dobry rytm, w czym pomógł bardzo dobry fragment Ramljaka - Ivan najpierw trafił zza łuku, a potem asystował przy punktach Dziewy i po trzech minutach gry było 9:6 dla gospodarzy. To dodatkowo nakręciło Wojskowych, którzy zaliczyli w niespełna minutę run 9:0 i po nieco ponad 5 minutach na tablicy widniał wynik 21:8. Trener Łukomski zmuszony był więc poprosić o przerwę. Nawet to nie pobudziło do lepszej gry Spójni, a absolutny koncert rozgrywali wrocławianie na czele z Dziewą, który po 8 minutach gry miał na koncie już 12 punktów, a Śląsk miażdżył rywala aż 35:12. Trice nie pozostawał jednak dłużny i tuż przed końcem 1Q uzbierał już 15 "oczek". Ostatecznie ta fenomenalna ofensywnie kwarta w wykonaniu Trójkolorowych zakończyła się prowadzeniem 37:20.

Drugie 10 minut w piątce rozpoczął Kacper Gordon, który już na wstępie przywitał się z wrocławską publicznością skutecznym wjazdem pod kosz. Chwilę później pierwsze oficjalne punkty w hali Orbita zdobył Martins Meiers i Wojskowi utrzymywali wysokie prowadzenie (41:25). W 2Q tempo dość mocno spadło z obu stron, ale jest to całkowicie zrozumiałe, jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że Trójkolorowi niemalże bez przerwy prowadzili różnicą około 20 punktów. Mimo wszystko kapitalna ofensywnie gra WKS-u sprawiła, że już po 15 minutach wrocławianie mieli na koncie 50 "oczek", przy zaledwie 32 przeciwnika.

Na niespełna półtorej minuty przed końcem pierwszej części gry Śląsk prowadził już 62:40 i trener Łukomski postanowił wykorzystać przerwę, by móc porozmawiać z zespołem. Po czasie Wojskowi zaliczyli słabszy fragment, który momentalnie wykorzystali stargardzianie, trafiając dwie trójki z rzędu i zmniejszając prowadzenie gospodarzy; tym razem o przerwę poprosił Andrej Urlep. Wrocławianie zakończyli drugą kwartę fenomenalnie - kapitalny blok Kerema Kantera w kontrze na punkty zamienił Dziewa i po 20 minutach Śląsk prowadził 64:46.

Fenomenalną pierwszą połowę rozegrali Dziewa (18 punktów, 7/7 z gry, 4 asysty, 8 fauli wywalczonych), Trice (14 punktów, 8 asyst) czy Kanter (13 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty). Cały zespół wyglądał jednak wybitnie w ataku, czego nie można powiedzieć o obronie. Aż 46 rzuconych "oczek" przez przyjezdnych to zdecydowanie za dużo, nawet jak na tak wysokie prowadzenie i tak naprawdę do pełni szczęścia potrzebne było jedynie poprawienie dyspozycji w obronie.

Trzecią ćwiartkę od celnego rzutu zza łuku rozpoczął kapitan Michał Gabiński, ale goście nie pozostali dłużni i po niespełna 120 sekundach gry wrocławianie prowadzili 67:51. Trójkolorowi wyszli jednak po przerwie ewidentnie nieskoncentrowani, co pozwoliło rywalom nadgonić trochę punktów i przy stanie 67:56 szkoleniowiec WKS-u poprosił o czas. Chwila odpoczynku dobrze wpłynęła na Wojskowych, którzy ponownie weszli na wysoki poziom skuteczności i o ile nie podwyższali bezpiecznej przewagi, o tyle udawało im się ją utrzymywać i na 3:30 przed końcem tej ćwiartki prowadzili 74:64.

Ta część gry była już jednak dużo słabsza ofensywnie z obu stron, przez co mecz nieco stracił na atrakcyjności. Nie brakowało za to akcentów w obronie, jak chociażby świetny blok Jakuba Karolaka na Śniegu. Niemoc w ataku Śląska przerwał natomiast Meiers, a chwilę później dwa kolejne "oczka" dorzucił Ramljak i było 78:66. Później kolejne cztery punkty dorzucił łotewski środkowy WKS-u, a na sam koniec popisał się blokiem i tym samym ustalił wynik po 30 minutach na 82:66.

Ostatnią odsłonę trójką po zespołowej akcji rozpoczął Trice, ale chwilę później akcją 2+1 odpowiedział Gray i dystans pomiędzy zespołami się nie zmieniał. Zarówno Śląsk, jak i Spójnia nie imponowały skutecznością w pierwszych minutach - brakowało celności, w związku z czym atmosfera spotkania zdecydowanie zmalała. Trójkolorowi ewidentnie chcieli dograć ten mecz możliwie jak najniższym kosztem, natomiast stargardzianie długimi fragmentami po prostu nie potrafili przedrzeć się pod kosz. Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest blok Ramljaka na dużo wyższym i silniejszym Niedźwiedzkim.

Fenomenalnie w końcówce ponownie zafunkcjonował duet Dziewa-Trice, którzy na niespełna 4 minuty przed końcem meczu mieli wspólnie aż 49 punktów na koncie, czyli więcej niż połowa zdobyczy całego zespołu (96). Drugie życie wstąpiło również w Justice'a, który trafił dwie trójki z rzędu i na półtorej minuty przed końcem meczu Śląsk przekroczył granicę 100 punktów (102:85). Ostatnim akcentem piątkowego popołudnia był celny rzut zza łuku Karolaka, który ustalił wynik na 105:90.

Na wyróżnienie w piątkowym meczu zasługuje przede wszystkim świetna gra zespołowa całej drużyny Śląska Wrocław. 36 asyst to absolutny rekord Energa Basket Ligi w tym sezonie - drugi w tej klasyfikacji HydroTruck miał ich na koncie "tylko" 30 w meczu z Arged BM Stalą Ostrów Wielkopolski. Pochwalić na pewno trzeba jednak kilku wyróżniających się zawodników. Aleksander Dziewa zanotował kolejny świetny mecz, który zakończył z 26 punktami (11/14 z gry), 5 zbiórkami i 4 asystami. Double-double na swoim koncie zapisał Travis Trice (24 punkty, 11 asyst). Z kolei o krok od... triple-double był Ivan Ramljak - autor 9 punktów, 11 zbiórek i 11 asyst.

- To nie był dla nas łatwy okres, bo część zawodników była na kadrze lub zmagała się z lekkimi kontuzjami. Muszę jednak pogratulować moim graczom, którzy pokazali charakter, szczególnie na początku spotkania. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak dzieliliśmy się piłką, o czym świadczy liczba asyst. Nieco gorzej było w obronie, ale mogło to wynikać z mniejszej rotacji na obwodzie. Pozwoliliśmy rywalom rzucić parę trójek, przy których w normalnej sytuacji zawodnicy byliby lepiej ustawieni w obronie. Dziękuję kibicom za wsparcie. Jeśli będzie ich jeszcze więcej na meczach, na pewno będzie grało nam się łatwiej - mówił na pomeczowej konferencji prasowej trener Śląska, Andrej Urlep.

Znakomita ofensywa, świetne dzielenie się piłką i nieco gorsza obrona. Wierzymy, że te dwie pierwsze cechy pokażemy także w kolejnych spotkaniach, a nad tą ostatnią Andrej Urlep i jego drużyna będą pracować w nadchodzących tygodniach. Po przekonującym zwycięstwie ze Spójnią Trójkolorowi po raz pierwszy w tym sezonie mogą pochwalić się dodatnim bilansem w lidze: 7 zwycięstw i 6 porażek. WKS to obecnie jedna z najlepiej grających drużyn Energa Basket Ligi, która krok po kroku zbliża się do czołówki tabeli. Najbliższy ligowy mecz Śląsk rozegra 12 grudnia w Radomiu, a wcześniej - w środę - zmierzy się w hali Orbita z Hamburg Towers w 6. kolejce 7DAYS EuroCup. Bilety na to spotkanie możecie kupić w serwisie Abilet.pl lub na naszej stronie internetowej w zakładce "KUP BILET". Od poniedziałku znajdziecie tam także mini-karnety na świąteczno-noworoczne spotkania Trójkolorowych w legendarnej hali Stulecia. Do zobaczenia, hej Śląsk!